• Home
    • Edukacja
      • O nas
        • Sklep online
          • Kontakt
Logo
Tag

wiedza o diamentach

Previous Next
  • Edukacja

Najsłynniejsze diamenty świata – Orłow

10 sierpnia, 2018
Paweł Jaworski
0 Comments

W historii tego kamienia szlachetnego zuchwałe kradzieże przeplatają się z brutalnymi morderstwami oraz płomiennymi uczuciami światowych władców – ale do dnia dzisiejszego nie wiadomo, która część losów Orłowa jest prawdą, a która została zmyślona. Pewne jest natomiast, że jest on jednym z najlepiej zachowanych historycznych diamentów na świecie.

Skąd wzięła się nazwa klejnotu?

Podobnie jak inny kamień szlachetny, o którym już pisaliśmy – owiany złą sławą Czarny Orłow – ten diament również wziął swoją nazwę od nazwiska jednego z jego właścicieli. Książę Grigorij Orłow, bo właśnie o nim mowa, zakupił ten kamień za oszałamiającą kwotę 1 400 000 florenów (co odpowiada sumie 400 000 rubli). Następnie podarował go swojej byłej kochance, carycy Katarzynie II Wielkiej, aby odzyskać jej łaski. Władczyni oczywiście przyjęła cenny upominek, a w zamian przekazała Orłowowi marmurowy pałac w Petersburgu. Był to jednak prezent na otrarcie łez, ponieważ nie obdarzyła byłego ukochanego ponownym uczuciem. Tym sposobem zjawiskowy klejnot trafił jednak do rosyjskiego skarbca i znalazł się wśród cennych ozdób zgromadzonych w Diamentowym Funduszu na Kremlu.

catherinethegreat

Pochodzenie diamentu

Nie wiadomo, kiedy dokładnie odkryto tę imponującą ozdobę, ale zarówno unikalny szlif, jak i barwa oraz czystość Orłowa jednoznacznie wskazują na miejsce jego wydobycia – Indie. Łatwo jest również zlokalizować kopalnię, w której został znaleziony, czyli Golkondę. Przed XVIII wiekiem była ona bowiem jedynym na świecie źródłem wysokiej jakości bezbarwnych diamentów. Można więc powiedzieć, że Orłow jest ewenementem wśród historycznych kamieni szlachentych, ponieważ pochodzenia wielu z nich do dziś nie udało się ustalić, mimo wielu lat badań i analiz.

Różne wersje losów Orłowa

Sprawa nie jest już tak oczywista, jeśli chodzi o losy Orłowa przed dotarciem na rosyjski dwór. Istnieją bowiem dwie wersje tych wydarzeń i historycy do dziś nie są pewni, która z nich jest bardziej prawdopodobna (szczególnie że obie brzmią bardziej jak legendy niż fakty historyczne). Pierwsza mówi, że klejnot ten był dawniej częścią posągu bóstwa Pana Ranganatha znajdującego się w świątyni Srirangam w stanie Tamil Nadu w południowych Indiach. Ozdoba została umieszczona w miejscu oka bóstwa, ale była na tyle atrakcyjna, że stała się prawdziwą pokusą dla złodzieja. Okazał się nim francuski żołnierz, który od miejscowych dowiedział się o olbrzymich diamentach i postanowił wykorzystać tę wiedzę jako okazję do szybkiego zarobku. W tym celu zdecydował się na zatrudnienie w świątyni, a także zmianę wyznania na hinduizm, ponieważ przedstawiciele innych religii nie mieli do niej prawa wstępu.

orlovdiamond

Droga do Europy

Po pewnym czasie nadarzył się sprzyjający moment – mężczyzna wykorzystał go i uciekł ze zrabowanym diamentem. Dotarł z nim do Madrasu, gdzie sprzedał swój łup kapitanowi brytyjskiego okrętu za zaskakująco niską sumę 2000 funtów. Nowy właściciel przewiózł klejnot do Londynu i w ten sposób zarobił 10000 funtów – Orłowa zakupił bowiem żydowski kolekcjoner i handlarz za 12000 funtów. Następnie przeprowadzono jeszcze kilka transakcji ze słynnym kamieniem w roli głównej, a jego wartość rosła z każdą z nich. W końcu został zakupiony przez mieszkającego w Amsterdamie kolekcjonera o nazwisku Shaffras. I o ile historia o kradzieży diamentu nigdy nie została potwierdzona, o tyle władze rosyjskie ujawniły, że około roku 1768 książę Orłow rzeczywiście kupił ozdobę od handlarza, który nosił nazwisko Shaffras.

Wśród morderstw i kradzieży

Druga wersja losów Orłowa sprawia wrażenie jeszcze bardziej sensacyjnej. Mieszają się w niej wątki kilku morderstw i zawiłych intryg. Zgodnie z nią diament ten należał do hinduskich władców z dynastii Wielkich Mogołów i dlatego trafił do rąk szacha Mohammeda, który zasiadał na tronie w latach 1719-1748. W 1739 roku został zrabowany wraz z innymi łupami wojennymi przez szacha Iranu Nadira. Jego wojska splądrowały Delhi i Agrę, w wyniku czego do majątku Nadira trafiły również takie słynne klejnoty, jak Koh-i-Nur czy też Darya-i-Nur. Następnie władca ten został zamordowany przez swoje własne wojsko, a jeden z jego żołnierzy wykorzystał tę okazję i ukradł Orłowa po czym udał się z nim do miasta Bassorah położonego na północ od Zatoki Perskiej. Tam spotkał handlarza o nazwisku Shaffras i zaproponował mu sprzedaż imponującego diamentu. Ten jednak nieufnie podszedł do transakcji i poprosił o czas do namysłu. Żołnierzowi zależało nartomiast na szybkim pozbyciu się łupu, dlatego chwilę później znalazł innego kontrahenta – żydowskiego kupca, który chętnie zakupił klejnot za 65000 piastrów i dwa najwyższej klasy konie arabskie.

Pechowy łup

Kiedy żołnierz świętował udaną sprzedaż ozdoby, ponownie spotkał Shaffrasa. Ten zaś przyznał, że po namyśle chciałby zakupić Orłowa, a następnie nie ukrywał swojego rozczarowania, kiedy okazało się to niemożliwe. Odnalazł nawet żydowskiego kupca i zaproponował mu dwa razy wyższą kwotę niż ten zapłacił za kamień, mężczyzna nie był jednak zainteresowany ofertą. Wtedy Shaffras wpadł na inny, bardziej śmiały pomysł. Postanowił zabić kupca i odebrać mu klejnot. Kolejną jego ofiarą padł żołnierz, który również został zamordowany, aby zatrzeć wszelkie ślady. Ciała dwóch mężczyzn Shaffras wrzucił nocą do rzeki Tygrys, a następnie postanowił uciec do Europy i tam sprzedać legendarny diament. Najpierw udał się do Konstantynopola (dzisiejszy Stambuł), a finalnie trafił do Amsterdamu, gdzie przedstawił się jako handlarz kamieniami szlachetnymi.

Fakty dotyczące losów Orłowa

Po pojawieniu się słynnego klejnotu w Amsterdamie jego losy są już znane. Shaffras starał się nawiązać kontakt z europejskimi władcami, aby wśród nich znaleźć nowego właściciela ozdoby. Szczególne zainteresowanie wzbudziła ona na rosyjskim dworze. Caryca Katarzyna zaprosiła nawet Shaffrasa do Petersburga, aby tam dobić targu. Mimo długich negocjacji transakcja nie doszła jednak do skutku, ponieważ cena zaproponowana przez handlarza okazała się zbyt wysoka. Wrócił on więc do Amsterdamu i właśnie wtedy o słynnym diamencie dowiedział się książę Orłow, były kochanek carycy Katarzyny. Wiedział on, jak bardzo zależało jej na tej ozdobie, dlatego postanowił ją zakupić, a następnie podarować ukochanej, aby wrócić do jej łask. Władczyni przyjęła ten prezent, po czym poleciła osadzić go w bogato zdobionym berle zarojektowanym przez jubilera C. N. Troitinskiego. W takiej postaci Orłow jest przechowywany w kremlowskim skarbcu do dziś. Nigdy później nie został wystawiony na sprzedaż ani poddany analizie w laboratorium gemmologicznym, dlatego nie wiadomo, jaką obecnie ma wartość.

Charakterystyka Orłowa

Ten przezroczysty diament o delikatnie niebieskawym odcieniu ma masę wynoszącą 189,62 karata. Jego wymiary to 47,6 x 34,92 x 31,75 mm. Charakteryzuje się również najwyższej klasy czystością, co jest typowe dla najlepszych kamieni szlachetnych pochodzących ze słynnej kopalni Golkonda w południowych Indiach. Nietypowy jest natomiast szlif Orłowa, ponieważ jako jeden z niewielu klejnot ten zachował swój pierwotny, historyczny kształt róży. Jest on charakterystyczny dla diamentów wydobywanych setki lat temu na terenie Indii, dlatego nie ma najmniejszych wątpliwości co do tego, gdzie Orłow został znaleziony. Z jego przyszłością również nie wiąże się żadna niewiadoma. Najprawdopodobniej jeszcze przez wiele lat będzie bowiem zasilał zbiory rosyjskich klejnotów koronnych.

 

 

Continue Reading
  • Email
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
  • Google+
  • Edukacja
  • Najsłynniejsi szlifierze diamentów

Najsłynniejsi szlifierze diamentów – Lazare Kaplan

26 czerwca, 2018
Paweł Jaworski
0 Comments

Mimo że jego przodkowie również trudnili się jubilerstwem, on sam był Honorowym Wiceprezydentem GIA, a wielu ekspertów uważało go za najlepszego szlifierza diamentów na świecie, jego życie nie było usłane różami. Lazare Kaplan aż trzykrotnie musiał zaczynać budowanie swojej firmy od zera – najpierw w wieku zaledwie 20 lat, potem na nowym, nieznanym kontynencie, aż w końcu z pożyczonymi 300 dolarami w kieszeni. Te przeciwności nie przeszkodziły mu jednak w zdobyciu światowej sławy oraz uznania innej jubilerskiej legendy – Harry’ego Winstona. Dowiedzcie się więc, jak rozwijała się kariera tego słynnego szlifierza i czym zasłynął on na arenie międzynarodowej.

Kontynuacja rodzinnej tradycji

Mimo że urodził się w Rosji, jeszcze jako dziecko przeniósł się wraz z rodziną do Belgii. To tam dorastał, a już w wieku 13 lat dołączył do rodzinnego interesu. Jego bliscy od trzech pokoleń zajmowali się bowiem jubilerstwem (a wśród jego kuzynów znajdował się też inny legendarny szlifierz – Marcel Tolkowski). Właśnie wtedy, w 1896 roku, został uczniem w fabryce wuja, który także był znanym szlifierzem diamentów. Dzięki rozpoczęciu nauki ich obróbki jubilerskiej w tak młodym wieku, jeszcze przed ukończeniem 20 lat potrafił ciąć i szlifować różne, nawet mocno nieregularne diamentowe samorodki. W tym czasie również wyszedł spod skrzydeł wuja i rozpoczął samodzielną działalność w Antwerpii. Decyzja ta okazała się słuszna. Szybko zdobył bowiem kilka znaczących zleceń, które wzmocniły jego pozycję na rynku i zapewniły rozgłos o nim jako o utalentowanym szlifierzu.

Nieoczekiwany punkt zwrotny

Kariera Kaplana zapewne rozwijałaby się w spokoju w Belgii, gdyby kraj ten nie został zajęty podczas I wojny światowej przez wojska niemieckie. Co prawda szlifierz w tym czasie przebywał w Stanach Zjednoczonych, gdzie udał się wraz z rodziną, aby odwiedzić matkę, ale z powodu wojennej zawieruchy nie mógł już wrócić do swojej ojczyzny, a jego firma upadła. Został zmuszony do pozostania w Ameryce i rozpoczęcia swojej działalności od nowa. Osiadł na dolnym Manhattanie, tam też otworzył swoją pracownię, a następnie przystąpił do pracy – cięcia i szlifowania diamentów. Dzięki konsekwencji, ale także talentowi i doskonałej technice nazwisko Kaplan szybko stało się dobrze znane na amerykańskim rynku jubilerskim. Czym podbił on serca nowych klientów?

kaplan

Innowacyjność i dar przekonywania

Kaplana ceniono za wyjątkową wyobraźnię, zamiłowanie do eksperymentowania, ale także umiejętność przekonania rozmówcy do swoich racji. Dzięki temu właściciele diamentów i klienci szlifierza, mimo początkowego oporu, często zgadzali się na utratę większej ilości karatów na rzecz unikalnego szlifu czy też perfekcyjnego wydobycia najlepszych cech kamienia powierzonego Kaplanowi. Zyskał on też niemałą popularność dzięki stworzeniu jednego ze swoich ulubionych szlifów – „Oval Elegance”, czyli owalnego kształtu z 58 fasetkami. Sam autor przyznawał, że dzięki takiemu szlifowi kamień wydaje się większy niż jego okrągły odpowiednik o takiej samej masie, a także zyskuje więcej blasku niż w przypadku innych kształtów.

Szkolenie nowego pokolenia szlifierzy

Wraz z rozwojem firmy Kaplan chciał też zatrudniać coraz więcej pracowników, ale jego problemem był brak utalentowanej siły roboczej w Stanach Zjednoczonych. Zaczął więc podróżować, a jej poszukiwania zaprowadziły go aż do Puerto Rico. To właśnie tam stworzył program stażowy, zatrudniając wielu zdolnych szlifierzy, a następnie szkoląc ich zgodnie z własnym doświadczeniem. Mogłoby się wydawać, że renoma szlifierza oraz pozycja jego firmy były wówczas na tyle mocne, że nic nie mogło im zaszkodzić. Niestety, los bywa przewrotny, o czym Kaplan przekonał się po raz kolejny. Wtedy właśnie pojawiła się bowiem jeszcze jedna przeszkoda, na którą szlifierz nie miał wpływu – krach na amerykańskiej giełdzie, który miał miejsce w 1929 roku.

Czy zaczynać od nowa po raz trzeci?

Takie pytanie zapewne zadawał sobie Kaplan. W jego przypadku odpowiedź mogła jednak być tylko twierdząca. Mimo że stracił wówczas wszystkie oszczędności, szybko stworzył plan B. Pożyczył 300 dolarów od swojego syna Leo i dzięki temu wznowił działalność. I tym razem udało mu się odbudować własną renomę. Ciężko pracował, szlifując kolejne klejnoty, aż w 1936 roku otrzymał pracę, dzięki której jego nazwisko miało na zawsze zapisać się w historii jubilerstwa. Zgłosił się do niego sam Harry Winston, aby powierzyć mu obróbkę słynnego 726-karatowego diamentowego samorodka – Jonkera. Nie było to łatwe zadanie, szczególnie że Kaplan doskonale zdawał sobie sprawę, iż jest to zlecenie jego życia. Pikanterii sprawie dodawało to, że kamień ten był ubezpieczony na milion dolarów, ale… polisa nie obejmowała procesu obróbki jubilerskiej. Tak duże ryzyko zapewne wywierało na szlifierzu jeszcze większą presję.

Długie miesiące żmudnej pracy

Kaplan przez wiele miesięcy z uwagą analizował każdy milimetr kwadratowy ogromnego samorodka. Jego bliscy zwykli żartować, że w tym czasie żył, jadł i oddychał tym diamentem. Każdą minutę swojej pracy poświęcał na skomplikowane wyliczenia, których wynikiem miała być odpowiedź na pytanie, jak najlepiej pociąć tego olbrzyma. Po roku tworzenia wielu modeli kamienia i skrupulatnego obliczania linii cięcia szlifierz chwycił w końcu za nóż. Wbił go w klejnot i właśnie wtedy zauważył, że gdyby przeciął Jonkera wzdłuż wyznaczonej właśnie linii, popełniłby poważny błąd. Wrócił więc do swoich wyliczeń, nakreślił kolejną linię i w ten sposób idealnie przeciął zjawiskowy diament.

Spektakularne efekty pracy

Po zakończeniu pracy Kaplan zwykł nazywać Jonkera wybrykiem natury, ponieważ to, co wielu szlifierzy (i początkowo on sam) uznało za płaszczyznę rozpadu na powierzchni diamentu, w rzeczywistości wcale nią nie było. Gdyby więc zasugerował się tym złudzeniem i przeciął ten niezwykle cenny kamień zgodnie ze swoim pierwotnym planem, mógł go zniszczyć. Tak się jednak nie stało. Zamiast tego Kaplan stworzył 13 zjawiskowych klejnotów o masie od 3,53 karata i szlifie bagietki aż do 149,9-karatowego olbrzyma w szlifie szmaragdowym. Największa z tych ozdób zachowała swoją pierwotną nazwę – Jonker – a wielu ekspertów podziwiało ją, przyznając, że jest najbardziej perfekcyjnie skrojonym diamentem na świecie.

jonker

Międzynarodowe uznanie

Wkład Kaplana w rozwój przemysłu jubilerskiego był ogromny, dlatego władze Gemmological Institute of America postanowiły odpowiednio uhonorować słynnego szlifierza. W 1964 roku otrzymał on zaszczytny tytuł Honorowego Wiceprezydenta GIA, a w 1979 roku obdarowano go międzynarodową nagrodą „Hall of Fame” przyznawaną przez organizację Retail Jewelers of America. Jej prezes Michael Roman powiedział wówczas, że wyjątkowa wyobraźnia Kaplana oraz jego niezwykła zdolność do wizualizacji kształtów diamentów w trzech wymiarach sprawiły, że wielu uważa go za najlepszego szlifierza diamentów na świecie.

Lazare Kaplan zmarł w 1985 roku w wieku 102 lat, ale stworzona przez niego firma istnieje i rozwija się do dziś. Lazare Kaplan International jest też jedyną spółką w Stanach Zjednoczonych, która zajmuje się obróbką diamentów i jest notowana na giełdzie AMEX, a także posiada światowy patent na proces inskrypcji laserem diamentowym. Można więc powiedzieć, że wysiłki Kaplana i jego trzykrotne budowanie marki od nowa z pewnością nie poszły na marne.

 

Continue Reading
  • Email
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
  • Google+
  • ciekawostki
  • Edukacja

Najsłynniejsze diamenty świata – Noor-ul-Ain

11 czerwca, 2018
Paweł Jaworski
0 Comments

Kamień ten został odkryty prawie 3 wieki temu, ma „brata bliźniaka”, a o sposobie jego wyeksponowania zadecydował legendarny jubiler oraz kolekcjoner diamentów Harry Winston. Jednocześnie jednak losy tej słynnej ozdoby nie są aż tak skomplikowane, jak innych historycznych klejnotów, mimo że przeżył on niejedną wojenną zawieruchę. Jaką więc przebył drogę i gdzie obecnie znajduje się imponujący różowy diament Noor-ul-Ain?

Egzotyczna nazwa…

Noor-ul-Ain w języku arabskim i perskim oznacza „światło oka”. Nazwa ta najprawdopodobniej została nadana, kiedy klejnot ten przewieziono z Indii do Persji. Trafił on tam w 1739 roku wraz z innymi łupami skradzionymi po splądrowaniu Delhi i Agry przez wojska Nadira Szaha Afszara. To wyjątkowo poetyckie i romantyczne określenie diamentu miało zapewne podkreślić jego olśniewający blask. Nie wiadomo jednak, kto je wymyślił, jak ozdoba ta nazywała się wcześniej, kiedy znajdowała się w Indiach, pośród klejnotów cesarzy z dynastii Mogołów. Żadne informacje na temat tego kamienia nie zostały bowiem zachowane.

… i egzotyczne pochodzenie

W przeciwieństwie do niejasności wokół początkowej nazwy tego słynnego XVII-wiecznego kamienia, nie ma wątpliwości co do tego, gdzie został on wydobyty. Pochodzi on bowiem z legendarnej kopalni Kollur zlokalizowanej niedaleko Golkondy w Andhra Pradesh w południowych Indiach. Eksperci uważają też, że Noor-ul-Ain ma tak zwanego brata bliźniaka – Darya-i-Nur („ocean światła”) – czyli diament o innym kształcie, ale identycznym, niezwykle rzadkim bladoróżowym kolorze. Obie te ozdoby zostały najprawdopodobniej stworzone z ogromnego, 400-karatowego samorodka zwanego Diamanta Grande Table. Nie wiadomo jednak, kiedy to się stało oraz czy miało to miejsce jeszcze w Indiach, czy już po wywiezieniu wojennych łupów, w tym cennych klejnotów na teren ówczesnej Persji. Wśród ekspertów częściej pojawia się teoria o obróbce jubilerskiej kamieni, którą przeprowadzono dopiero po opuszczeniu Indii.

NUR-UL-AIN

Nowe państwo i nowi właściciele klejnotów

Nadir Szah Afszar nie cieszył się długo zrabowanymi ozdobami. W czerwcu 1747 roku został zamordowany przez swoich własnych żołnierzy, którzy następie splądrowali skarbiec należący do władcy. Imperium rozpadło się na mniejsze państwa, a klejnoty koronne, w tym diament Noor-ul-Ain, przejął nowy przywódca jednego z nich – Iranu. Następnie były one przekazywane kolejnym jego szachom, aż w końcu jeden z nich, Mohammad Ali Szah Kadżar, który w wyniku obalenia jego rządów na początku XX wieku musiał szukać schronienia za granicą, próbował wywieźć je do Rosji. Twierdził, że są jego prywatną własnością, ale irańscy rewolucjoniści nie ustawali w staraniach, aby odzyskać niezwykle cenne przedmioty. W końcu się to udało i cała kolekcja, łącznie z diamentem Noor-ul-Ain, wróciła do Iranu.

Serce ślubnej tiary

Po powrocie do kraju kamienie szlachetne wciąż pozostawały zamknięte w skarbcu. Zmieniło się to dopiero w 1958 roku, kiedy to słynny klejnot znalazł się w centrum zainteresowania nie tylko irańskich władców, lecz także wielu innych wielbicieli biżuterii z całego świata. Właśnie wtedy szach Mohammed Reza postanowił poślubić Farah Dibę, która otrzymała od niego z tej okazji zjawiskową diamentową tiarę. Zaprojektował ją jubiler gwiazd – Harry Winston – a w centralnym miejscu tej ekskluzywnej biżuterii znalazł się Noor-ul-Ain. Osadzono go w platynie i otoczono innymi, mniejszymi brylantami, dzięki czemu wyraźnie wyróżnia się na ich tle. Do wykonania tej tiary użyto łącznie 324 różowych, żółtych i bezbarwnych diamentów. Największy z nich jest oczywiście 60-karatowy Noor-ul-Ain, pozostałe zaś mają masę od 14 do 19 karatów.

nur-ul-aindiamond

Charakterystyka klejnotu

Uważa się, że Noor-ul-Ain jest jednym z największych, a także najcenniejszych jasnoróżowych diamentów na świecie. Owalny brylantowy szlif oraz masa wynosząca około 60 karatów dają wymiary 30 x 26 x 11 mm. Oryginalna barwa zapewnia natomiast przynależność do kamieni typu II a. Oznacza to, że w jego strukturze krystalicznej nie ma atomów azotu, ale w wyniku działania niezwykle wysokiego ciśnienia została ona poddana odkształceniom plastycznym podczas formowania się diamentowego samorodka. To właśnie takie deformacje odpowiadają za nietypowe załamywanie się światła dające tak wyjątkowy odcień tego klejnotu.

Niezwykle rzadkie i bardzo pożądane

Różowe diamenty uchodzą również za jedne z najdroższych i najbardziej poszukiwanych kamieni w historii. Dodatkowo występują niezwykle rzadko, przez co ich pojawienie się zawsze wzbudza ogromne emocje. Kiedy zaś zostaną wystawione na sprzedaż, aukcje biją rekordy zarówno pod względem ceny, jak i zainteresowania. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ różowe diamenty stanowią mniej niż 0,1% wszystkich naturalnych kamieni tego typu wydobywanych na całym świecie. Przykładowo w Argyle – kopalni na zachodzie Australii, z której pochodzi obecnie większość różowych klejnotów dostępnych na diamentowym rynku – na jeden karat kamienia w tym kolorze przypada aż 1 000 000 karatów surowca o innej barwie. W przyszłości różowe ozdoby tego typu będą najprawdopodobniej jeszcze droższe, ponieważ w 2020 roku planowane jest zamknięcie kopalni Argyle.

Niezmiennie wśród klejnotów koronnych

Słynny historyczny kamień w 1739 roku dołączył do zbioru klejnotów koronnych, w którym znajduje się do dziś. Jest też jednym z najbardziej znanych diamentów znajdujących się w tej imponującej kolekcji. Nadal pełni także funkcję najważniejszej ozdoby zjawiskowej ślubnej tiary. Z tego powodu nie został jednak poddany szczegółowym badaniom gemmologicznym i nieznane są takie jego cechy, jak chociażby czystość. Nie wiadomo również, jaka jest wartość Noor-ul-Ain. Biorąc jednak pod uwagę jego historię, rozmiar oraz unikatową barwę, możemy być pewni, że jest ona liczona w milionach dolarów. A jeśli w przyszłości któryś z władców Iranu postanowi sprzedać ten kamień, na pewno się o tym dowiemy. Aukcja z takim unikatem będzie bowiem prawdziwą sensacją na skalę międzynarodową.

 

Continue Reading
  • Email
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
  • Google+
  • Edukacja
  • Najsłynniejsi szlifierze diamentów

Joseph Asscher – seria: najsłynniejsi szlifierze diamentów

16 marca, 2018
Paweł Jaworski
0 Comments

Wystarczy zobaczyć to nazwisko i już przed oczami pojawiają się najpiękniej lśniące diamenty. Nic dziwnego – Joseph Asscher zdobył międzynarodową sławę jako twórca słynnego szlifu tych kamieni szlachetnych oraz autor obróbki największego diamentowego samorodka wszech czasów, gigantycznego Cullinana. Był to także jeden z najlepszych szlifierzy w Holandii – kraju, który do dziś jest uważany za światową kolebkę tej niezwykle trudnej sztuki. Poznajcie więc drogę, jaką przebył Asscher, aby osiągnąć szlifierskie mistrzostwo.

Rodzinna tradycja

Rodzina Asschera od trzech pokoleń zajmowała się jubilerstwem i obróbką kamieni szlachetnych. Nic więc dziwnego, że przyszłość zarówno młodego Josepha, jak i jego brata Abrahama zaplanowano w tej samej branży. Mężczyźni uczyli się fachu pod czujnym okiem ojca i dziadka, a kiedy zdobyli już cenne doświadczenie, w 1854 roku wspólnie założyli firmę Asscher Diamond Company. Z czasem zmieniła ona swoją nazwę na bardziej prestiżową – The Royal Asscher Diamond Company – i pod taką postacią istnieje do dziś. Był to jednak dopiero początek międzynarodowych sukcesów tego niezwykle zdolnego szlifierza.

Światowa sława

1902 rok był przełomowy dla Josepha Asschera. Właśnie wtedy zaprojektował on słynny szlif diamentów, który zyskał nazwę od nazwiska swojego twórcy.
Pomysł ten okazał się tak dużym sukcesem, że szlif Asscher szybko stał się jednym z najbardziej pożądanych w jubilerstwie. Jego odtworzenie nie należało też do łatwych zadań, ponieważ nie posiadał z góry ustalonych proporcji czy też wymiarów, które mogłyby wytyczyć sposób obróbki. Doświadczony szlifierz musiał więc podejść do każdego diamentu w sposób indywidualny, tak aby maksymalnie wydobyć jego blask, wzmocnić odbijanie się światła i w ten sposób pokazać jego unikalne piękno.Asscher cut

Opatentowany projekt

Szlif Asscher szybko stał się prawdziwym hitem. Zainteresowanie diamentami o takim kształcie było naprawdę duże, a Joseph odnotował spektakularny wzrost sprzedaży klejnotów pochodzących z jego pracowni. Słynny twórca trzymał rękę na pulsie – kiedy tylko dostrzegł potencjał swojego projektu, natychmiast go opatentował, tak aby wszystkie kamienie o takim kształcie mogły powstawać tylko w jego firmie. Pomysł ten okazał się strzałem w dziesiątkę, a Asscherowi zapewnił światową sławę oraz stałe miejsce w historii jubilerstwa. A także kolejne zlecenia, o których marzył wówczas każdy profesjonalny szlifierz.

Oszlifowanie legendarnego Excelsiora

Już w rok po zaprojektowaniu nowego szlifu sława Josepha Asschera zapewniła mu kolejne niezwykle wymagające, ale też prestiżowe zadanie: obróbkę jubilerską największego wówczas diamentowego samorodka – 997-karatowego Excelsiora. Wymagał on niezwykle dużych umiejętności szlifierskich, ponieważ w jego strukturze znajdowały się liczne zanieczyszczenia. Nie dało się ich pozbyć i jednocześnie stworzyć jeden duży kamień, dlatego po wielu dokładnych wyliczeniach Asscher postanowił rozbić go na 10 mniejszych diamentów i w ten sposób pozbyć się wszystkich wad ogromnego samorodka. Każdy z powstałych w ten sposób diamentów cieszył się ogromnym zainteresowaniem, dlatego szybko zostały one sprzedane anonimowym kolekcjonerom.

Jedno z największych wyzwań w historii

Kolejne wyzwanie zawodowe pojawiło się niewiele później. Jeszcze przed znalezieniem słynnego diamentowego giganta, 3 106,75-karatowego Cullinana, Joseph Asscher uchodził za wybitnego artystę w swoim fachu. Wielu ekspertów nazywało go największym szlifierzem na świecie, nic więc dziwnego, że kiedy w 1905 roku w kopalni Premier niedaleko Pretorii w RPA wydobyto największy diament wszech czasów, król Edward VII zlecił jego obróbkę właśnie Asscherowi. Miał on za zadanie podzielić ogromny samorodek na trzy mniejsze kamienie, które następnie zasiliłyby pokaźny zbiór brytyjskich klejnotów koronnych.

Dwie próby obróbki Cullinana

Według niektórych relacji cięcie i szlifowanie tak wielkiego diamentu miało się odbyć w iście spektakularny sposób. Pierwszą próbę Joseph Asscher podjął w lutym 1908 roku przed zgromadzonym tłumem mieszkańców Amsterdamu. Wszyscy oni chcieli zobaczyć na własne oczy, jak imponujący samorodek rozpada się na mniejsze kawałki. Ku rozczarowaniu widowni, zabieg się nie udał – ostrze, które miało przeciąć klejnot, złamało się po pierwszym uderzeniu, a sam Cullinan pozostał w nienaruszonym stanie. To początkowe niepowodzenie sprawiło, że tydzień później kolejna próba odbyła się przy zdecydowanie mniejszej widowni. Brali bowiem w niej udział tylko Asscher i towarzyszący mu notariusz. Szlifierzowi wystarczyło wówczas jedno cięcie, aby precyzyjnie rozłupać kamień zgodnie ze swoimi obliczeniami. Powstałe w ten sposób diamenty ozdobiły brytyjską koronę oraz biżuterię należącą do rodziny królewskiej.

Tragiczny zwrot w rodzinnej historii

Mogłoby się wydawać, że po zaprojektowaniu własnego szlifu i spektakularnej obróbce największego diamentu wszech czasów nic nie zagrozi karierze Josepha Asschera. Wtedy jednak pojawił się problem nie do pokonania – II wojna światowa. Wszyscy członkowie rodziny Asscherów byli pochodzenia żydowskiego, dlatego w wyniku jej tragicznych wydarzeń w 1945 roku zostali deportowani z Holandii i zesłani do obozów koncentracyjnych. Znajdujące się w ich posiadaniu cenne klejnoty zarekwirowano, patent na szlif Asscher wygasł, a po rodzinnej firmie nie pozostał żaden ślad. Wielu przedstawicieli rodu nie wróciło nigdy do kraju, ponieważ zginęło w obozach. Joseph należał do tych, którym udało się przetrwać. Po zakończeniu wojennej zawieruchy udał się z powrotem do Amsterdamu z ambitnym planem odbudowania rodzinnej marki.

Powrót dawnej świetności

Mimo niezwykle trudnej próby, na którą został wystawiony Joseph Asscher, odtworzył on rodzinne imperium i przywrócił mu przedwojenną sławę. O tym, że wysiłki te zakończyły się sukcesem, świadczy chociażby zaszczytny królewski tytuł nadany firmie w 1980 roku przez holenderską królową Julianę. Po śmierci Josepha zarządzanie marką przejęli jego synowie Joop i Edward. W 1999 roku rozpoczęli oni prace nad ulepszeniem słynnego szlifu. Wkrótce potem – w setną rocznicę jego opatentowania – zaprezentowali nową jego odsłonę znaną pod nazwą „Royal Asscher Cut”. Ma on dodatkową przerwę w pawilonie diamentu oraz 74 fasetki zamiast pierwotnych 58. Dzięki temu znacznie lepiej odbija światło i wydobywa piękno tych kamieni.

Godny następca szlifu Asscher

Dziś znalezienie diamentu w szlifie Asscher jest dość trudne. Klejnoty te znajdują się bowiem głównie wśród rodzinnych pamiątek lub w zbiorach największych kolekcjonerów. Czasem pojawiają się w sprzedaży w słynnych domach aukcyjnych i zwykle są kupowane za zawrotne sumy. Z kolei szlif Royal Asscher nadal jest używany. Podobnie, jak swój pierwowzór, również został on opatentowany, dlatego może być wykorzystywany wyłącznie przez markę rodziny Asscherów. Jest również zarejestrowanym znakiem towarowym, a firma ma wyłączne prawa do jego nazwy. Aby zapewnić autentyczność diamentom Royal Asscher, każdy z nich oznacza się logiem marki oraz unikatowym numerem identyfikacyjnym. Jest on rejestrowany w The Royal Asscher Diamond Company, a do klejnotu dołączany jest certyfikat autentyczności.

asscher cut diamond ring

Marka Josepha Asschera dziś

Szacuje się, że obecnie mniej niż 75 szlifierzy na całym świecie posiada kwalifikacje umożliwiające odtworzenie szlifu Royal Asscher. Pracują oni głównie w siedzibie firmy The Royal Asscher Diamond Company, która znajduje się w Amsterdamie, czyli tam, gdzie miała ona swój początek. Dwie kolejne otworzono w Nowym Jorku oraz w Tokio, a w 2011 roku marka rozpoczęła swoją ekspansję na rynku chińskim. Można więc powiedzieć, że diamentowa legenda stworzona przez Josepha Asschera trwa do dziś.

Źródło zdjęć: Wikipedia

Continue Reading
  • Email
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
  • Google+
  • DIAMOND STORIES
  • Edukacja

Najsłynniejsze diamenty świata – Mouawad Magic

23 września, 2017
Paweł Jaworski
0 Comments

W przeciwieństwie do innych słynnych diamentów, Mouawad Magic nie przechodził z rąk do rąk i nie znalazł się w centrum zaskakujących wydarzeń. Miał tylko jednego właściciela, który zachwycił się nim tak bardzo, że nadał mu tę magiczną nazwę i nigdy nie zdecydował się na jego sprzedaż. I nic dziwnego – jego cechy charakterystyczne rzeczywiście są godne uwagi i sprawiają, że klejnot ten jest unikatem na skalę światową. Dowiedzcie się więc, dlaczego Mouawad Magic jest tak wyjątkowy.

Dlaczego Mouawad Magic?

Nazwa tego kamienia została mu nadana w jeden z najpopularniejszych sposobów – pierwsza jej część wywodzi się od nazwiska jego najsłynniejszego właściciela, druga zaś podkreśla wyjątkowe cechy tego magicznego minerału. Robert Mouawad – bo właśnie o nim mowa – to słynny libański kolekcjoner kamieni szlachetnych zajmujący się również handlem biżuterią oraz cennymi klejnotami. Stoi także na czele międzynarodowego jubilerskiego imperium, Mouawad Jewelers, które istnieje na rynku już od ponad stu lat.

Wielbiciele Księgi Rekordów Guinnessa

Spółka Roberta Mouawada – Mouawad Jewelers – ma na koncie również pięć pobitych rekordów Guinnessa: stworzenie najdroższej na świecie szkatułki na biżuterię (Flower of Eternity Jewellery Coffer o wartości 3,5 miliona dolarów) czy też najcenniejszego naszyjnika (Mouawad L’Incomparable Diamond Necklace wart 55 milionów dolarów) ozdobionego największym diamentem o klasie czystości IF (407,48-karatowy Incomparable). Jubilerzy tej marki wykonali również najdroższą torebkę ozdobioną oczywiście brylantami – Mouawad 1001 Nights Diamond Purse kosztowała 3,8 miliona dolarów – oraz najbardziej luksusową bieliznę – Very Sexy Fantasy Bra za „jedyne” 11 milionów dolarów. Ostatnim rekordem był zakup najdroższego diamentu w szlifie gruszki – Mouawad Splendor o wartości 12,8 miliona dolarów.

Wyjątkowo cenne odkrycie

Diamentowy samorodek, z którego powstał Mouawad Magic, został wydobyty w kopalni Aredor w Gwinei na zachodzie Afryki. Miało to miejsce w 1991 roku, a kamień ważył wtedy 244,6 karata. Następnie trafił do kolebki jubilerstwa – Antwerpii w Belgii, gdzie jeszcze w tym samym roku cenne znalezisko zakupił Robert Mouawad. Miejsce pochodzenia klejnotu może zaskakiwać – Gwinea jest bowiem krajem, który wytwarza co roku tony brylantów, ale daleko mu do jego sąsiadów, na przykład Liberii czy Sierra Leone (nie wspominając już o takich potentatach, jak Republika Południowej Afryki). Gwinejskie klejnoty słyną jednak z wyjątkowo wysokiej jakości, a od 1984 roku ich produkcja wyraźnie wzrosła, dlatego w przyszłości kraj ten również może zyskać sławę jako producent najsłynniejszych kamieni.

baner-01

Obróbka jubilerska klejnotu

Robert Mouawad zakupił w Antwerpii nieoszlifowany samorodek. Następnie zlecił swojej firmie jego obróbkę – cięcie i szlifowanie. Prace te zostały poprzedzone szczegółową analizą minerału, tak aby maksymalnie wydobyć jego piękno i stracić przy tym jak najmniej masy cennego nabytku. Eksperci pracujący dla kolekcjonera zadecydowali w końcu, aby nadać kamieniowi szlif szmaragdowy. Uzyskali przy tym wyjątkową czystość diamentu, dzięki czemu jego wartość rynkowa wyraźnie wrosła.

Ważny element diamentowej kolekcji

Efekty pracy szlifierzy z pewnością usatysfakcjonowały nowego właściciela, ponieważ nazwał on klejnot „Mouawad Magic”, z czego druga część nazwy najprawdopodobniej miała podkreślić wyjątkowe cechy charakterystyczne diamentu. Robert Mouawad do dziś nie zdecydował się również na sprzedaż tego kamienia, można więc przypuszczać, że jest on jednym z najcenniejszych elementów jego spektakularnej diamentowej kolekcji. Z tego powodu nie wiadomo, jaką cenę osiągnąłby Mouawad Magic dziś, gdyby został wystawiony na aukcji.

Robert Mouawad
Robert Mouawad

Słynny kolekcjoner i wielbiciel diamentów

Nazwisko Roberta Mouawada jest dobrze znane wśród jubilerów i kolekcjonerów brylantów. Przedsiębiorca tak bardzo zaangażował się w rozwój diamentowego rynku, że podarował 6,8 miliona dolarów jednemu z najsłynniejszych laboratoriów gemmologicznych na świecie, Gemmological Institute of America (GIA), żeby wspierać jego rozwój oraz badania nad tymi cennymi minerałami. Aby okazać wdzięczność za tę cenną darowiznę, główny kampus nowej siedziby GIA został nazwany kampusem imienia Roberta Mouawada.

W towarzystwie diamentowych sław

Kolekcja diamentów znajdujących się w posiadaniu Mouawada również jest godna pozazdroszczenia. Mouawad Magic znalazł się bowiem w towarzystwie takich historycznych kamieni, jak słynny Indore Pears I i II (kolejno 46,95 karata i 46,7 ct), Ahmedabad (78,86 ct), Queen of Holland (135,92 ct), Excelsior (69,68 ct), President Vargas (44,17 ct) czy też Jubileusz (245,35 ct). Ponadto Mouawad jest również właścicielem kamieni Premier Rose (137,02 ct), Taylor-Burton (68,07 ct) oraz klejnotów mających jego nazwisko w swojej nazwie, np. Mouawad Splendor (101,84 ct), Mouawad Monolith (104,02 ct) i wiele innych. Mouawad Magic jest zaś czwartym co do wielkości diamentem w kolekcji Mouawada.

Charakterystyka diamentu

Ten klejnot w szlifie szmaragdowym ma 108,81 karata. Jego barwa została sklasyfikowana jako D, a czystość jako IF, czyli internally flawless (wewnętrznie bez skazy), co jest najwyższą klasą czystości wśród kamieni szlachetnych. Dokładne wymiary tego diamentu wynoszą 32,91 x 20,73 x 16,83 mm. Wszystkie te cechy charakterystyczne składają się na unikatowość oraz niezwykle dużą wartość Mouawad Magic. Jest on także trzecim największym klejnotem tego typu w szlifie szmaragdowym, a na liście największych diamentów o barwie typu D zajmuje najprawdopodobniej 21. miejsce.

Najczystszy z czystych klejnotów

Dzięki swojemu kolorowi Mouawad Magic jest zaliczany do niezwykle rzadkich kamieni typu II a. Stanowią one zaledwie 1-2% wszystkich diamentów pochodzenia naturalnego. Są też całkowicie bezbarwne oraz pozbawione wszelkich mechanicznych uszkodzeń czy też chemicznych zanieczyszczeń, które wpływałyby na kolor minerału. Zwykło się nawet mówić, że są to najczystsze z czystych brylantów. Nic więc dziwnego, że Robert Mouawad nigdy nie zdecydował się na sprzedaż tego cennego klejnotu.

Continue Reading
  • Email
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
  • Google+
  • Edukacja
  • Najsłynniejsi jubilerzy i złotnicy
  • Uncategorized

Historia pierścionka zaręczynowego

4 maja, 2017
Paweł Jaworski
0 Comments

Nie ma innej biżuterii, która wywoływałaby tak intensywne pozytywne emocje. Dzieje się tak już od wieków – początki tradycji wręczania pierścionków zaręczynowych sięgają bowiem starożytnego Egiptu. Od tych czasów wiele jednak się zmieniło, a i sama symboliczna ozdoba – nazywana też „pierścieniem obietnic” – przybierała różną formę. Dowiedzcie się, jak zmieniała się na przestrzeni lat.

Droga prosto do serca

Wielu ekspertów uważa, że to właśnie starożytni Egipcjanie zapoczątkowali tradycję wręczania przyszłej małżonce zaręczynowej biżuterii. Wierzyli oni, że pierścionek jest w stanie utrwalić uczucie narzeczonych, ponieważ okrąg był dla nich najdoskonalszą metaforą wieczności. Ozdobę taką wykonywano z metalowego drucika i nie wysadzano jej znanymi nam obecnie kamieniami szlachetnymi. Egipcjanie byli także przekonani, że ozdoby symbolizujące miłość oraz związek małżeński należy nosić na czwartym palcu lewej dłoni. Według ich wiedzy miała się tam znajdować żyła przewodząca krew prosto do serca – tzw. vena amoris – co zapewniało zakochanym stałe, niesłabnące uczucie. Mimo że obecnie nauka nie potwierdza tej teorii, w wielu krajach na świecie tradycja nakazuje nosić pierścionek zaręczynowy właśnie w taki sposób.

Starożytny pierścionek zaręczynowy

Podwójny podarunek

Również starożytni Rzymianie oraz Grecy zwykli sygnalizować matrymonialne zamiary przyszłego pana młodego za pomocą pierścionków zaręczynowych. W Rzymie kobiety dostawały z tej okazji nawet dwie ozdoby. Jedną, wykonaną z żelaza, mogły nosić na co dzień, podczas wykonywania domowych obowiązków (bez obawy o jej uszkodzenie). Druga była o wiele cenniejsza, bo wykonana ze złota, dlatego zakładano ją tylko w miejscach publicznych i na specjalne okazje.

Dowód wierności

W średniowieczu uważano, że ozdoba zaręczynowa jest informacją dla innych kawalerów, że dana kobieta jest już zajęta – została obiecana swojemu przyszłemu mężowi. Często wybierano w tym celu pierścionki wysadzane szafirami. Wierzono, że jeśli zostały one podarowane lub były noszone przez nieszczere osoby, zmieniały swój kolor. Tę właściwość wykorzystywali między innymi uczestnicy wypraw krzyżowych, aby przetestować wierność pozostawionych w domu żon. Jeśli po powrocie męża kolor szafiru pozostał niezmieniony, oznaczało to, że małżonka dochowała wierności. Niektórzy jednak sprytnie korzystali z tej właściwości kamienia i specjalnie wybierali takie zmieniające barwę, aby „legalnie” móc rozstać się z oskarżoną o zdradę kobietą.

Średniowieczny pierścionek zaręczynowy z szafirem
Średniowieczny pierścionek zaręczynowy z szafirem
Średniowieczny pierścionek zaręczynowy z szafirem

Pierwszy pierścionek z diamentem

Według historyków pierwszy przypadek wręczenia pierścionka zaręczynowego z diamentem miał miejsce równo 540 lat temu, na wiedeńskim dworze. Dokonał tego austriacki arcyksiążę Maksymilian, który w 1477 roku podarował swojej narzeczonej – Marii Burgundzkiej – biżuterię ozdobioną literą „M” wykonaną z niewielkich przezroczystych brylantów. Gest ten przeszedł do historii jubilerstwa. Stał się również wyznacznikiem dla wielu możnych, którzy zaczęli w ten sposób nie tylko udowadniać swoje uczucia, lecz także podkreślać duży majątek, którym dysponowali. Sama Maria Burgundzka nie cieszyła się długo ozdobą oraz przywilejami, jakie uzyskała po ślubie. Zmarła w wieku zaledwie 25 lat, na skutek wypadku podczas jazdy konno.

Arcyksiąże Maksymilian
Arcyksiążę Maksymilian

Rozkwit tradycji zaręczynowej

Wiele XVI- oraz XVII-wiecznych wierszy i sztuk teatralnych ponownie przypomina o tradycji wręczania ukochanym pierścionków zaręczynowych. Często pojawiają się one w dziełach Szekspira, a zakochani chętnie wykorzystywali wówczas teksty jego utworów w wygrawerowanych po wewnętrznej stronie biżuterii wyznaniach miłości. Nosiły one nazwę „posey rings”. Mężczyźni często w tym czasie decydowali się też na podarowanie wybrance pierścionka wykonanego ze srebra, a po ślubie zastąpienie go cenniejszą, złotą ozdobą.

Popularność symboli miłości

XVIII wiek i czasy wiktoriańskiej Anglii uważane są za okres niezwykle romantyczny. W modzie zaręczynowej pojawiły się różnego rodzaju symbole miłości – takie jak serca, kwiaty czy łuki – oraz wieczności – na przykład… węże. Ogromną popularność zyskały również kolorowe emalie oraz diamenty, ale do tego przyczynił się aspekt czysto ekonomiczny. W tym czasie odkryto bowiem w Republice Południowej Afryki pokaźne złoża tych minerałów, dzięki czemu stały się one bardziej dostępne i odrobinę tańsze (choć nadal niewielu mogło sobie na nie pozwolić).

Najpopularniejszy model wszech czasów

Rok 1886 był przełomowy, jeśli chodzi o historię pierścionków zaręczynowych. Właśnie wtedy słynna marka jubilerska Tiffany & Co. stworzyła legendarny już model – ponadczasową biżuterię ozdobioną pojedynczym okrągłym diamentem osadzonym za pomocą sześciu łapek. Nadano mu nazwę handlową „Tiffany setting” i rozpoczęto jego intensywną promocję. Takie osadzenie klejnotu oraz jego szlif nie były przypadkowe. Pozwalały maksymalnie uwydatnić blask kamienia, dzięki czemu zjawiskowo lśnił on pod wpływem światła. Model ten błyskawicznie zdobył popularność, która nie słabnie do dziś. Według ekspertów sprzedał się w milionach egzemplarzy, a obecnie nawet 80% kobiet, które otrzymały podczas zaręczyn diament, nosi właśnie soliter.

Pierścionek Tiffany zaprezentowany w 1886 roku.
Pierścionek Tiffany zaprezentowany w 1886 roku.

Nie tylko dla elit

Z początkiem XX wieku tradycja wręczania pierścionków zaręczynowych stawała się coraz popularniejsza. Pomogła w tym rewolucja przemysłowa, w wyniku której podnosił się poziom życia i stale rosła klasa średnia. Jej przedstawicieli stać było na zakup nawet droższej, brylantowej biżuterii, a zwiększona produkcja diamentów sprawiła, że były one wybierane przez przyszłych małżonków coraz częściej. Osadzano je w delikatnych, ażurowych konstrukcjach wykonanych z platyny lub złota.

Lata 20., lata 30.

W porównaniu do początków XX wieku, pierścionki zaręczynowe produkowane w latach 20. i 30. były mniej delikatne czy kobiece. W tym czasie modne stały się projekty geometryczne, wykorzystujące wzorce architektoniczne i nawiązujące do popularnego wówczas stylu art déco. Diamentom towarzyszyła oprawa platynowa lub wykonana z białego złota, a te przezroczyste klejnoty zaczęły pojawiać się w towarzystwie innych, kolorowych kamieni szlachetnych, takich jak krwiste rubiny czy chłodne szafiry.

Pierścionek zaręczynowy w stylu art déco

Diamentowa kampania marketingowa

Pod koniec lat 30. popularność kolorowych klejnotów rosła, a zainteresowanie pierścionkami zaręczynowymi spadało, dlatego producenci diamentów poczuli się zagrożeni. Z tego powodu w 1938 roku spółka De Beers rozpoczęła intensywną kampanię promującą biżuterię z brylantami. Skupiono się w niej na edukowaniu klientów, m.in. o klasyfikowaniu kamieni według zasady czterech „C” (szlif, czystość, kolor i masa w karatach, czyli cut, clarity, color i carat weight). W 1947 roku agencja reklamowa N.W. Ayer & Son stworzyła zaś kultowe już hasło „diamenty są wieczne”, które pozwalało sądzić, że zawarte małżeństwo również będzie niezwykle trwałe. Działania te zakończyły się sukcesem, bowiem w ciągu zaledwie trzech lat sprzedaż brylantów wzrosła o 50%. Wśród wielu klientów do dziś owocuje przekonanie, że pierścionek zaręczynowy powinien być ozdobiony właśnie brylantem.

Cena oświadczyn

Również marketingowcy De Beers zadbali o spopularyzowanie twierdzenia, że cena ozdoby wręczanej podczas oświadczyn powinna wynosić równowartość dwóch miesięcznych pensji przyszłego pana młodego. Wartość biżuterii miała bowiem niebagatelne znaczenie – była ona traktowana jako swoiste finansowe zabezpieczenie kobiety na wypadek zerwania zaręczyn. W Stanach Zjednoczonych zdarzały się nawet przypadki procesów sądowych po porzuceniu narzeczonej. Poszkodowane domagały się od swoich niedoszłych mężów pokrycia kosztów przygotowań do ślubu (np. zakupu sukni ślubnej) oraz naprawy reputacji i strat moralnych, jakich doznały w wyniku niedotrzymania umowy ożenku. Dziś takie praktyki nie są popularne, ale wartość pierścionka zaręczynowego nadal ma znaczenie. Według badań Amerykanin wydaje średnio 4000 dolarów na taką ozdobę, zaś Brytyjczyk od 1200 do 2000 funtów.

baner-01

Wojenna zawierucha

Mogłoby się wydawać, że burzliwe czasy II wojny światowej i towarzyszące im nieraz ubóstwo wpłynęły negatywnie na tradycję wręczania pierścionków zaręczynowych. Nic bardziej mylnego. Jak gdyby na przekór otaczającej rzeczywistości zaczęto projektować dużą, odważną i bogato zdobioną biżuterię. Jubilerzy wykorzystywali nietypowe kształty oraz kobiece wzory, takie jak wstążki, kwiaty czy łuki. Platyna była metalem deficytowym (ze względu na wykorzystanie jej w przemyśle zbrojeniowym), dlatego do łask powróciło złoto. Chętnie wybierano to w odcieniu białym, niezwykle podobnym do niedostępnego platynowego kruszcu. Zestawiano je z diamentami, ale także szafirami i rubinami – również syntetycznymi.

Nowy trend w jubilerstwie

W latach 50. nastąpił wielki powrót platyny ale pojawiła się też kolejna ciekawa moda, która przetrwała w jubilerstwie do dziś. Polegała na łączeniu w pierścionkach zaręczynowych różnych metali szlachetnych lub zestawianiu złota w kontrastowych barwach. Trend ten został zapoczątkowany przez Mela Ferrera, amerykańskiego aktora i reżysera, który podarował swojej ukochanej – gwieździe Audrey Hepburn – ozdobę wykonaną właśnie ze złota w różnych kolorach. Dziś chętnie wykorzystuje się tę technikę również przy projektowaniu obrączek ślubnych.

Pierścionki zaręczynowe gwiazd

Kolejna dekada przyniosła następną modę, która dziś na stałe weszła do tradycji ślubno-zaręczynowej i stała się jednym z ulubionych tematów plotkarskich mediów. Jest to osobny rodzaj zaręczynowej biżuterii – pierścionki gwiazd. Niebotycznie drogie, wysadzane coraz większymi kamieniami i projektowane przez najlepszych oraz najbardziej znanych jubilerów. Tę modę zapoczątkowała słynna hollywoodzka para – Richard Burton i Elizabeth Taylor. Aktor od razu podniósł poprzeczkę niezwykle wysoko – w 1963 roku podarował swojej wybrance imponujący pierścień ozdobiony 33-karatowym diamentem w szlifie ascher. Przy takim klejnocie wiele pierścionków zaręczynowych współczesnych gwiazd może się wydawać zaledwie skromnym upominkiem.

Krupp-Diamond-1-300x189

Nowe szlify i kultowe wzory

Można by przypuszczać, że w XX wieku wszystkie pomysły jubilerskie zostały już odkryte i wykorzystane. Eksperci uważają jednak, że to właśnie w latach 70. wynaleziono i udoskonalono dwa popularne szlify – radiant oraz princess. Kolejna dekada stworzyła zaś prawdziwą zaręczynową legendę – pierścionek z osadzonym centralnie szafirem otoczonym mniejszymi przezroczystymi diamentami, czyli ozdobę, którą otrzymała księżna Diana od brytyjskiego księcia Karola. Model ten do dziś jest jednym z najchętniej wybieranych przez przyszłych panów młodych i najbardziej upragnionych przez ich wybranki.

Pierścionek zaręczynowy z szafirem i diamentami Księżnej Diany
Pierścionek zaręczynowy z szafirem i diamentami Księżnej Diany

Trendy przyszłości

Dawniej znajomość kamieni szlachetnych czy też tajników projektowania biżuterii była zarezerwowana wyłącznie dla wąskiej grupy ekspertów, kolekcjonerów oraz właścicieli pokaźnych majątków. Obecnie szybko się to zmienia, a wiedza na temat cennych klejnotów oraz metali szlachetnych staje się coraz popularniejsza i łatwiej dostępna. Dzięki temu przyszli małżonkowie nie skupiają się na modelach biżuterii dostępnych w popularnych sieciówkach. Częściej poszukują własnych, oryginalnych pomysłów, a nawet projektują spersonalizowaną biżuterię według własnego pomysłu. Nie jest to wcale takie trudne, ponieważ specjaliści z niektórych salonów jubilerskich chętnie podpowiadają, jak to zrobić. Firmy oferujące taką możliwość szybko zyskują na popularności, a wielu ekspertów uważa, że to właśnie one są przyszłością oraz największą nadzieją branży jubilerskiej.

Continue Reading
  • Email
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
  • Google+
  • DIAMOND STORIES

Już wkrótce rozpocznie się aukcja 59,60-karatowego różowego diamentu

4 kwietnia, 2017
Paweł Jaworski
0 Comments

We wtorek 4 kwietnia wszyscy kolekcjonerzy oraz wielbiciele kamieni szlachetnych będą z zapartym tchem obserwować aukcję „Magnificent Jewels and Jadeite” organizowaną przez Sotheby’s i odbywającą się w Hong Kongu. Prawdziwą gwiazdą tego wydarzenia jest wyjątkowy różowy diament o nazwie Pink Star. Jego unikatowa masa wynosząca 59,60 karata oraz inne cechy charakterystyczne sprawiły, że ma on szansę pobić rekord sprzedaży klejnotów tego typu.

Zachwyt ekspertów z GIA

Imponujący klejnot w szlifie owalnym w 2016 roku został poddany wnikliwej analizie specjalistów ze słynnego laboratorium gemmologicznego GIA. Barwę ozdoby sklasyfikowano wtedy jako fantazyjnie żywą różową (fancy vivid pink), zaś jej czystość jako internally flawless, co oznacza, że jest ona idealnie przejrzysta i nie posiada żadnych rys czy skaz wewnętrznych, które mogłyby negatywnie wpłynąć na jej blask. Do tego raportu dodano również specjalne oświadczenie, w którym eksperci z GIA przyznali, że Pink Star jest największym naturalnym różowym diamentem typu IIa, jaki kiedykolwiek mieli okazję badać. Ta opinia zadziałała o wiele lepiej niż niejedna reklama kamieni szlachetnych, a informacja o największym różowym klejnocie wszech czasów obiegła media na całym świecie.

Lata pracy najlepszych szlifierzy

Prace nad obróbką jubilerską 132,50-karatowego diamentowego samorodka trwały aż dwa lata. Jego cięcia i szlifowania podjęli się doświadczeni jubilerzy pracujący w firmie Steinmetz Diamonds. Wcześniej wykonali jednak ponad 50 syntetycznych modeli, które pomogły im wybrać najlepszy szlif podkreślający unikatowe cechy Pink Star. W maju 2003 roku podczas Grand Prix Monako uczestnicy tego wydarzenia mieli okazję podziwiać oszlifowany już, 59,60-karatowy kamień noszący wtedy nazwę Steinmetz Pink. Zaprezentowała go słynna supermodelka Helena Christensen. Wzbudził ogromne zainteresowanie na całym świecie, ponieważ tak duże różowe diamenty występują w przyrodzie naprawdę rzadko.

Ile może kosztować Pink Star?

Pierwsza sprzedaż tego słynnego kamienia miała miejsce w 2007 roku. Wtedy właśnie zmienił on swoja nazwę na Pink Star. Nie wiadomo jednak, jaką kwotę zapłacił za niego nowy właściciel. Wypożyczał on ozdobę na wiele wystaw, dzięki którym zdobywała ona coraz większą popularność. Eksperci z Muzeum Historii Naturalnej w Londynie szacują, że dziennie mogło oglądać ten kamień nawet 70 tysięcy osób. Obecnie jest on osadzony w delikatnym pierścionku wykonanym z platyny – i właśnie w takiej postaci pojawi się na aukcji w Hong Kongu. Eksperci są na razie ostrożni w swoich przewidywaniach, ale wszyscy pamiętają światowy rekord, jaki w listopadzie 2010 roku na aukcji w Genewie pobił inny różowy kamień. 24,78-karatowy Graff Pink – bo właśnie o nim mowa – został sprzedany za imponującą kwotę 46,16 miliona dolarów. Biorąc pod uwagę fakt, że Pink Star jest ponad dwa razy większy, jest wielce prawdopodobne, że okaże się jeszcze droższy i tym samym stanie się nowym rekordzistą.

Continue Reading
  • Email
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
  • Google+
  • Edukacja

Najsłynniejsze diamenty świata ? Kimberley

23 lutego, 2017
Paweł Jaworski
0 Comments

Został wydobyty w czasach południowoafrykańskiej diamentowej gorączki, ale jego nietypowy kształt sprawił, że przez co najmniej pół wieku nikt nie podjął się jego obróbki jubilerskiej. Na czym polegała trudność? Poniżej znajdziecie odpowiedź na to i wiele innych pytań dotyczących diamentu Kimberley.

Dlaczego Kimberley?

Nazwa tego niezwykle rzadkiego, XIX-wiecznego klejnotu nie pochodzi od imienia ani nazwiska żadnego z jego właścicieli. Powstała, aby upamiętnić jedną z najsłynniejszych kopalni diamentów i największą znajdującą się w Prowincji Przylądkowej Północnej w Republice Południowej Afryki. Rozpoczęła ona swoją działalność w 1869 roku, a już po kilku miesiącach odkryto tam pierwsze kamienie szlachetne. Również Kimberley został najprawdopodobniej znaleziony podczas trwającej w drugiej połowie XIX wieku diamentowej gorączki. Nazwę słynnej kopalni stworzono z kolei, aby upamiętnić ówczesnego sekretarza stanu do spraw kolonii Wielkiej Brytanii, Johna Wodehouse?a, pierwszego hrabiego Kimberley. Można więc rzec, że klejnot ten pośrednio nazwano na cześć tego brytyjskiego polityka.

Odkrycie słynnego diamentu

Nie wiadomo dokładnie, kiedy wydobyto Kimberley. Szacuje się, że miało to miejsce między 1869 ? początkiem działalności legendarnej kopalni ? a 1871 rokiem, czyli w czasie, na który przypada słynna diamentowa gorączka. Intensywnie przeszukiwano wtedy okolice Kimberley oraz znajdowano wiele cennych kamieni szlachetnych. Poszukiwania te były jednak bardzo chaotyczne, a zapanowano nad nimi dopiero w 1871 roku, kiedy to 17 listopada na miejsce przybyli komisarze kolonialni, którzy mieli sprawować opiekę nad tym niezwykle urodzajnym terytorium. Wtedy zaczęto ewidencjonować wszystkie diamentowe znaleziska i stąd też wiadomo, że Kimberley musiał zostać wydobyty wcześniej.

kopalnia Kimberley 1873r.
kopalnia Kimberley 1874r.
kopalnia Kimberley ok 1873r.
nieczynny szyb kopalni Kimberley tzw . Big Hole

Charakterystyczna szampańska barwa

Również oryginalny kolor wyraźnie wskazuje na południowoafrykańskie pochodzenie tego klejnotu. W pierwszych latach produkcji diamentów w RPA ? od 1860 do 1890 roku ? wydobywano głównie samorodki w odcieniach żółtym, brązowym lub w różnych kombinacjach tych barw. Były one znane jako seria ?Cape?. Początkowo uważano je za gorsze jakościowo niż ich idealnie przezroczyste odpowiedniki, dlatego też miały niższą cenę. Zyskały na popularności dopiero w 1889 roku, kiedy to irański monarcha Naser ad-Din Szah Kadżar nabył całą kolekcję tych klejnotów podczas swojej podróży do Europy. Szach był zachwycony kolorem brylantów, dzięki czemu inni również zaczęli patrzeć na nie przychylniejszym okiem, a ich wartość rynkowa wzrosła.

W kolekcji rosyjskich władców

Wielu ekspertów uważa, że Kimberley zasilił niezwykle bogate zbiory rosyjskich władców. Jak tam trafił oraz jaką drogę przebył z Afryki, aby pojawić się na innym kontynencie? Na przełomie XIX i XX wieku niekwestionowanym liderem w obróbce jubilerskiej diamentów był Amsterdam. To tam przywożono większość wydobytych w RPA klejnotów, które następnie poddawano cięciu i szlifowaniu, aby trafiły do kolekcjonerów na całym świecie. Taką drogę przebył również Kimberley, ale nie poddano go obróbce najprawdopodobniej z powodu wydłużonego i płaskiego kształtu, który nie nadawał się do tradycyjnego europejskiego cięcia. Wtedy kamieniem zainteresowali się rosyjscy handlarze, którzy zakupili go w imieniu cara. Następnie klejnot przewieziono do skarbca znajdującego się w Pałacu Zimowym w Petersburgu.

Niejasna historia diamentu

Niektórzy historycy uważają jednak, że Kimberley nigdy nie trafił do kolekcji rosyjskich klejnotów koronnych. Gdyby bowiem tak się stało, najprawdopodobniej nie znalazłby się w 1921 roku na zachodzie Europy. Rosyjską biżuterię przeniesiono bowiem do podziemnego skarbca mieszczącego się w kremlowskiej zbrojowni w Moskwie natychmiast po wybuchu I wojny światowej. Ta cenna kolekcja została ponownie odkryta dopiero w 1922 roku, czyli rok po obróbce jubilerskiej Kimberley. Dlatego inna teoria mówi, że znalazł się on w zbiorach jednego z rosyjskich arystokratów, który postanowił uciec z kraju, a następnie sprzedać diament podczas rewolucji bolszewickiej w 1917 roku. Jest to o tyle prawdopodobne, że taką samą drogę przebyło w tym czasie wiele innych rosyjskich klejnotów, między innymi perłowy naszyjnik Katarzyny Wielkiej, 42,92-karatowy brylant Tereschenko czy też legendarna perła La Pelegrina.

Charakterystyka kamienia

Znaleziony w XIX wieku diamentowy samorodek miał masę 490 karatów oraz kolor szampana (połączenie jasnopomarańczowego, żółtego oraz szarego). Ten duży, wydłużony, płaski klejnot poddano obróbce jubilerskiej dopiero w 1921 roku, a w wyniku tych prac jego masa zmniejszyła się do 70 karatów. Ponownemu cięciu i szlifowaniu poddano go w 1958 roku, aby poprawić jego proporcje oraz jasność. Wtedy trafił on do mieszczącej się w nowojorskiej Piątej Alei firmy Baumgold Bros. Jej specjaliści nadali diamentowi perfekcyjny szmaragdowy szlif oraz masę wynoszącą 55,09 karata.

Pierwsi znani właściciele

Do dziś nie wiadomo, kto został nowym właścicielem oszlifowanego Kimberley w 1921 roku. Anonimowy nabywca cieszył się nim do 1958 roku, kiedy to klejnot został sprzedany przedstawicielom firmy Baumgold Bros. Dzięki pracom jej szlifierzy zyskał on doskonały kształt i do dziś jest uznawany za najlepiej oszlifowany diament w szlifie szmaragdowym na świecie. Bracia Baumgold wycenili wtedy wartość kamienia na 500 tysięcy dolarów. Następnie ruszył on w światową trasę, podczas której był pokazywany na wielu wystawach. Gościł między innymi w amerykańskim Muzeum Historii Naturalnej w Nowym Jorku czy też w Diamentowym Pawilonie w Johannesburgu.

kimberley diamond

Ostatnia transakcja

W 1971 roku bracia Baumgold postanowili sprzedać słynny klejnot, a w wyniku tej transakcji jego nowym właścicielem został Bruce F. Stuart ? przedsiębiorca, prawnuk założyciela marki Carnation Company oraz właściciel firmy Elbridge Amos Stuart. Kimberley umieszczono w kolekcji Bruce F. Stuart Trust, z której ponownie był wypożyczany do nowojorskiego Muzeum Historii Naturalnej. Diament można było tam podziwiać między innymi na wystawie odbywającej się od lipca 2013 do czerwca 2014 roku.

Continue Reading
  • Email
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
  • Google+
  • Edukacja

Najsłynniejsze diamenty świata ? Koh-i-Noor

1 lutego, 2017
Paweł Jaworski
0 Comments

Uważa się, że jest on najbardziej znanym z najsłynniejszych diamentów świata. Na przestrzeni lat powstało wiele mitów o nim, ale faktem jest, że rząd Indii do dziś nie ustaje w staraniach o odzyskanie tego legendarnego klejnotu. Dowiedzcie się więc, co jest prawdą, a co fałszem w historii kamienia Koh-i-Noor.

Charakterystyka klejnotu

Początkowo 186-karatowa ozdoba była własnością władców Indii, później Persji oraz Afganistanu. Następnie trafiła w ręce Brytyjczyków i zasiliła potężny zbiór brytyjskich klejnotów koronnych. Wtedy właśnie poddano ją ponownie obróbce jubilerskiej, w wyniku której zyskała doskonale owalny szlif oraz masę wynoszącą 108,93 karata. W ten sposób diament stracił niemal 43% swojej pierwotnej wielkości. Poprawiły się za to jego inne cechy charakterystyczne, dzięki czemu obecnie jest on klejnotem o barwie klasy D oraz wyjątkowej czystości, z której słyną historyczne kamienie wydobywane w Indiach.

koh-i-noor diamond

Dlaczego Koh-i-Noor?

Nazwa, pod którą diament był znany przed zdobyciem Delhi i Agry przez szacha Nadira w 1739 roku, nie jest znana. Zwykło się więc uważać, że to właśnie ten władca nadał klejnotowi to określenie, które obowiązuje do dziś. Na widok zjawiskowego kamienia szach miał bowiem wykrzyknąć ?Koh-i-Noor!?, co znaczy ?góra światła?. Ta krótka charakterystyka brylantu okazała się tak trafna, że przyjęła się jako jego oficjalna nazwa.

Najstarszy diament świata?

Według wielu ekspertów Koh-i-Noor może być nawet najstarszym brylantem w historii, a jego losy sięgają 3000 lat przed naszą erą. Pierwsze wzmianki o tym klejnocie pojawiły się jednak ?dopiero? w drugiej połowie XIII wieku. Jako łup wojenny przechodził on z rąk do rąk kolejnych władców na kontynencie azjatyckim. W 1851 roku trafił z kolei do kolekcji brytyjskich klejnotów koronnych królowej Wiktorii. Otrzymała ona ten cenny podarunek od jego ostatniego właściciela i władcy Pungabu ? maharadży Ranjita Singha.

Tajemnicze pochodzenie

Wczesna historia tego słynnego klejnotu jest owiana tajemnicą. Pierwszy raz pod tą nazwą pojawił się dopiero w 1739 roku, kiedy to szach Nadir splądrował bogactwa Agry i Delhi. Wiele teorii mówi jednak, że przed tym wydarzeniem kamień mógł być znany pod nazwą Baburnama i został wielokrotnie opisany w pamiętnikach Babura tworzonych przez samego cesarza w latach 1526-1530. Eksperci zakładają też, że Koh-i-Noor wydobyto w południowych Indiach, ponieważ w tym regionie znaleziono wiele historycznych diamentów. Żadna z tych teorii nie została jednak jednoznacznie udowodniona.

Kilka tysięcy lat

Jeden z ciekawszych scenariuszy na temat Koh-i-Noor mówi, że brylant ten może mieć nawet ponad 5000 lat i był wymieniany w pismach sanskryckich jako Syamantaka. Hinduiści uważają także, że sam bóg Kryszna otrzymał ten diament od Jambavanthy, którego córkę Jambavati następnie poślubił. Potem jednak kamień został skradziony Krysznie, kiedy ten spał. Inne źródło podaje zaś, że klejnot ten odkryto w 3200 roku przed naszą erą, w suchym korycie rzeki Mahanadi.

Miejsce wydobycia diamentu

Jeśli założymy, że Koh-i-Noor wydobyto w XIII wieku, to nie może on pochodzić z kopalni Kollur w pobliżu Golkondy, która powstała ona dopiero w połowie XVI wieku. Kolejnym prawdopodobnym miejscem wydobycia mogłoby być miejsce zwane Sambalpur położone nad brzegiem rzeki Mahanadi w centralnych Indiach. Zdobyło ono popularność jako źródło diamentów już w 60 lub 90 roku naszej ery, a pisał o nim nawet grecki historyk Ptolemeusz. Jest więc bardzo prawdopodobne, że to właśnie tam odkryto legendarny kamień.

Pod opieką Brytyjczyków

Pewne jest natomiast, że w XIX wieku Koh-i-Noor trafił do Wielkiej Brytanii. Stało się to na mocy traktatu z Lahore, który po stronie korony brytyjskiej podpisał gubernator generalny Lord Dalhousie. Skarbnik, który przekazywał ozdobę Brytyjczykom, uprzedził ich, że diament był przyczyną wielu zgonów w jego rodzinie, dlatego pozbywa się go z ulgą. Dodał też, żeby podjąć wszelkie środki ostrożności, aby kamień nie upadł, i obchodzić się z nim wyjątkowo delikatnie. Dołożono więc wszelkich starań, aby brylant dotarł bezpiecznie do Wielkiej Brytanii. 3 lipca 1850 roku znalazł się w Pałacu Buckingham.

Bohater Wielkiej Wystawy

Koh-i-Noor był kilkakrotnie bohaterem brytyjskich wystaw diamentów. Pierwsza ? zwana Wielką Wystawą ? odbyła się już w 1851 roku w komnatach Pałacu Kryształowego, który zbudowano w londyńskim Hyde Parku właśnie na tę okazję. Dziennikarz gazety ?Times? napisał wtedy, że słynny diament okazał się bezsprzecznym ?lwem tego wydarzenia?. Wszyscy chcieli go zobaczyć, a przed miejscem, w którym został wystawiony, tworzyły się gigantyczne kolejki, których pilnowały całe zastępy policjantów. Eksperci uznali jednak wtedy, że blask klejnotu nie jest satysfakcjonujący, dlatego podjęto decyzję o jego ponownym cięciu i szlifowaniu.

Kontrowersyjna obróbka jubilerska

Również małżonek królowej Wiktorii książę Albert nie był zadowolony z czystości diamentu. Konsultował swoje wątpliwości z wieloma uczonymi ? zarówno jubilerami, jak i fizykami ? aby znaleźć sposób na maksymalne podkreślenie blasku klejnotu. Został on również poddany licznym analizom w laboratorium Coster w Amsterdamie, którego eksperci orzekli, że ponowna obróbka jubilerska z pewnością poprawi wygląd Koh-i-Noor. Zaraz po tym w Londynie rozpoczęły się niezwykle trudne i czasochłonne prace. Trwały one 38 dni, kosztowały 8 tysięcy funtów, a efektem finalnym była utrata niemal 43% masy diamentu. Wiele osób ? w tym książę Albert ? było rozczarowanych tak dużym zmniejszeniem się klejnotu. W prasie pojawiły się nawet uszczypliwe komentarze, że wydarzenie to potwierdziło, iż w Wielkiej Brytanii sztuka cięcia brylantów niestety wymarła.

Ozdoba królewskich diademów

Królowa Wiktoria była jednak zachwycona otrzymaną ozdobą i zdawała się nie przejmować legendami o pechu, który przynosi kolejnym właścicielom. Zleciła wykonanie zjawiskowego diademu, w którego centralnym miejscu znalazł się Koh-i-Noor otoczony innymi diamentami. Od tego czasu kamień ten był osadzany w każdej kolejnej brytyjskiej koronie, między innymi w tej stworzonej w 1911 roku z okazji koronacji królowej Marii czy też w 1937 roku przed koronacją królowej Elżbiety.

Kamień owiany legendą

Dzięki wiekowi kamienia oraz jego pochodzeniu przez lata powstało wiele legend z nim związanych. Jedna z nich mówi, że Koh-i-Noor zapewnia jego właścicielowi władzę i wyższość nad innymi. W przypadku brytyjskiej rodziny królewskiej władza z pewnością jest faktem. Inna legenda ostrzega, że kamień ten przynosi zgubę każdemu mężczyźnie, który go nosi, ale jednocześnie daje szczęście każdej kobiecie, w której posiadaniu się znajdzie. Do tego twierdzenia pasuje więc teoria, że diamenty są najlepszym przyjacielem właśnie kobiety.

Niektórzy twierdzą również, że Koh-i-Noor jest największym diamentem na świecie. W rzeczywistości zajmuje on jednak dopiero 90. pozycję, a zwiedzający londyńską wystawę są nieraz rozczarowani jego rozmiarem ? szczególnie że znajduje się tuż obok tak dużych kamieni, jak np. 530,2-karatowy Cullinan I czy też Cullinan II o masie 317,4 karata.

Spór o własność diamentu

Mogłoby się wydawać, że Koh-i-Noor na dobre zadomowił się wśród brytyjskich klejnotów koronnych. Rząd Indii nie ustaje jednak w staraniach o odzyskanie tego słynnego diamentu. Pierwszy wniosek o zwrot kamienia został złożony już w 1947 roku. Kolejny wystosowano w 1953 roku, rok po koronacji królowej Elżbiety II. W 1976 roku z podobnymi żądaniami wystąpił premier Pakistanu, ale jego pismo również zostało odrzucone. Władze Indii ponownie podjęły ten niewygodny temat w 2016 roku. Ogłoszono wtedy, że kraj ten dołoży wszelkich starań, aby zwrócono mu przejęty podstępem klejnot. Jak na razie starania te nie dały jednak żadnych efektów.

Continue Reading
  • Email
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
  • Google+
  • Edukacja

Najsłynniejsze diamenty świata ? Jubileusz

6 grudnia, 2016
Paweł Jaworski
0 Comments

Miał upamiętniać panowanie brytyjskiej królowej, ale nigdy nie znalazł się w jej posiadaniu. Po obróbce jubilerskiej jego masa zmniejszyła się o ponad 400 karatów, ale mimo to pozostał on czwartym największym na świecie bezbarwnym diamentem. Zdobył międzynarodową sławę jako Jubileusz, ale zaraz po jego odkryciu nosił inną nazwę. Poznajcie te i wiele innych ciekawostek związanych z tym słynnym klejnotem.

Skąd wzięła się nazwa diamentu?

?Jubileusz? wskazuje na to, że klejnot ten został nazwany w celu upamiętnienia ważnych wydarzeń. I rzeczywiście ? miał on uczcić okrągłą, diamentową rocznicę koronacji królowej Wiktorii panującej w Wielkiej Brytanii oraz Irlandii. Uroczystości jubileuszowe odbyły się w 1897 roku i właśnie wtedy kamień ten zyskał nową nazwę. Wcześniej bowiem był znany jako ?Reitz Diamond?, ponieważ przed obróbką jubilerską należał do ówczesnego prezesa spółki Orange Free State Francisa Williama Reitza. Po sprzedaniu oraz oszlifowaniu samorodka zmianie uległa więc nie tylko jego masa. Reitz Diamond stał się wtedy Jubileuszem.

Wyjątkowe znalezisko

To znajdująca się w Republice Południowej Afryki kopalnia Jagersfontein jest miejscem, w którym wydobyto słynny diament. Stało się to w 1895 roku, a więc dwa lata po odkryciu w tym samym miejscu innego legendarnego klejnotu ? Excelsiora. Jubileusz miał zaś pierwotnie kształt nieregularnego ośmiokąta, a dzięki swojej imponującej masie znalazł się na ósmym miejscu wśród największych diamentowych samorodków, jakie kiedykolwiek znaleziono. Tak wyjątkowy rozmiar sprawił, że kamieniem zainteresowało się konsorcjum trzech firm mieszczących się w Londynie ? Wernher Beit & Co, Barnato Bros. and Mosenthal Sons & Co. Wkrótce potem ich przedstawiciele nabyli dwie ozdoby ? były to wspomniany wcześniej Excelsior oraz Jubileusz.

W rękach najlepszych specjalistów

Już w rok po odkryciu Jubileusz został wysłany do Amsterdamu, aby tamtejsi eksperci zajęli się jego obróbką jubilerską. To odpowiedzialne zadanie zostało powierzone dwóm doświadczonym jubilerom. Panowie M. B. Barends oraz Metz przystąpili do pracy ? początkowo podzielili samorodek na dwie części, z których mniejsza miała 40 karatów, większa zaś 600 ct. Z pierwszej z nich powstał 13,34-karatowy przezroczysty diament w szlifie gruszki. Został on zakupiony przez portugalskiego władcę Don Carlosa I jako prezent dla żony. Nie wiadomo jednak, jakie były kolejne losy tej ozdoby ani co dzieje się z nią obecnie.

Różne sposoby na uczczenie rocznicy koronacji

Z większego kawałka imponującego minerału powstał 245,35-karatowy diament. Wtedy właśnie pojawił się pomysł, aby zakupić go i podarować królowej Wiktorii z okazji diamentowego, 60. jubileuszu jej koronacji. Koncept ten nie został wcielony w życie, ale ówcześni właściciele klejnotu uznali, że dobrym pomysłem będzie zmiana jego nazwy na ?Jubileusz? i uczczenie w ten sposób okrągłej rocznicy panowania królowej. Uhonorowano ją również poprzez wprowadzenie na rynek nowego szlifu kamieni szlachetnych (również zwanego Jubileuszem) i łączącego w sobie cechy szlifu brylantowego oraz kształtu róży. Pomysł ten nie spotkał się jednak z aprobatą, a o nowym szlifie zapomniano już kilka lat po jego wynalezieniu.

Kolejni właściciele kamienia

Zaraz po zakończeniu prac jubilerskich postanowiono sprzedać Jubileusz. W tym celu gościł on na wystawach na całym świecie, a eksperci ustalili, że jego szacunkowa wartość wynosi 7 milionów franków. Aukcję wygrał wtedy jeden z najbogatszych indyjskich przedsiębiorców Dorabji Jamsetji Tata. Był on właścicielem klejnotu do swojej śmierci w 1932 roku. Po tym wydarzeniu spadkobiercy kolekcjonera postanowili sprzedać kamień, dlatego już w 1935 roku ponownie trafił on do domu aukcyjnego. W wyniku tej transakcji klejnot znalazł się w kolekcji znanego paryskiego przemysłowca i mecenasa sztuki Paula Louisa Weillera.

Międzynarodowa sława

Weiller wiedział, jak wykorzystać potencjał swojego nowego nabytku. Nie chciał bowiem, aby kamień został ukryty na dnie sejfu i zapomniany. Dlatego zlecił osadzenie nowej ozdoby w centralnym miejscu broszki, w której otaczały ją mniejsze brylanty, przez co konstrukcja przypominała sześcioramienną gwiazdę. Chętnie wypożyczał również swój nowy nabytek, dzięki czemu Jubileusz gościł na licznych międzynarodowych wystawach. Były to między innymi wydarzenie zorganizowane w 1960 roku przez Smithsonian Institution w Waszyngtonie, a także impreza odbywająca się w grudniu tego samego roku w Genewie. Na pewien czas diament wrócił nawet w swoje rodzinne strony ? w 1966 roku pojawił się bowiem na wystawie De Beers Diamond Pavilion w Johannesburgu.

Gdzie obecnie znajduje się Jubileusz?

Kolejnym i jak na razie ostatnim właścicielem Jubileuszu jest Robert Mouawad, znany kolekcjoner oraz koneser kamieni szlachetnych, a także prezes międzynarodowego imperium jubilerskiego Mouawad Jewelers. Klejnot zajmuje zaszczytne miejsce w jego kolekcji, ponieważ jest największym spośród wszystkich zgromadzonych przez Mouawada. W jego zbiorach znajdują się również takie sławy, jak między innymi 69,68-karatowy Excelsior I, 78,86-karatowy Ahmedabad, 46,95-karatowy Indore Pears I, 137,02-karatowy Premier Rose czy Queen of Holland o masie 135,92 karata.

Charakterystyka słynnego klejnotu

Przed obróbką jubilerską ? jeszcze jako Reitz Diamond ? kamień ten miał aż 650,8 karata. Po przycięciu i oszlifowaniu jego masa zmniejszyła się do 245,35 karata, ale i tak pozostał on czwartym największym na świecie bezbarwnym diamentem ? wyprzedzają go tylko 530,2-karatowy Cullinan I, 317,4-karatowy Cullinan II oraz Centenary o masie 273,85 karata. Jest również szóstym największym wśród oszlifowanych minerałów tego typu. Nadany mu został doskonały szlif poduszki, a także prostokątny kształt. Czystość klejnotu sklasyfikowano jako VVS-2, co oznacza, że posiada on w swojej strukturze bardzo, bardzo małe zanieczyszczenia, które nie są widoczne gołym okiem. Ciekawy jest też kolor Jubileuszu. Eksperci uznali bowiem, że waha się on od klasy E, przechodzi przez D, a kończy się na całkowicie bezbarwnym. Jak takie wyjątkowe cechy wpływają na wartość diamentu? Tego dowiemy się, gdy ponownie zostanie on wystawiony na sprzedaż.

Continue Reading
  • Email
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
  • Google+
1 2 3 4 5 6 … 9

Ostatnie wpisy

  • Tiffany Blue Book 2025: Sea of Wonder – luksusowa biżuteria inspirowana oceanem
  • Pierścionki Zaręczynowe, Które Zachwycają – Jak Je Tworzymy?
  • Trendy w pierścionkach zaręczynowych na 2024 rok oraz prognozy na 2025
  • Skąd się biorą największe diamenty na świecie
  • Or Bleu Kolekcja Boucheron

Archiwa

  • maj 2025
  • grudzień 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • wrzesień 2022
  • czerwiec 2022
  • październik 2021
  • listopad 2020
  • grudzień 2019
  • październik 2019
  • wrzesień 2019
  • sierpień 2019
  • maj 2019
  • marzec 2019
  • październik 2018
  • wrzesień 2018
  • sierpień 2018
  • czerwiec 2018
  • maj 2018
  • marzec 2018
  • luty 2018
  • styczeń 2018
  • grudzień 2017
  • listopad 2017
  • październik 2017
  • wrzesień 2017
  • lipiec 2017
  • czerwiec 2017
  • maj 2017
  • kwiecień 2017
  • luty 2017
  • styczeń 2017
  • grudzień 2016
  • listopad 2016
  • październik 2016
  • wrzesień 2016
  • sierpień 2016
  • lipiec 2016
  • czerwiec 2016
  • maj 2016
  • kwiecień 2016
  • marzec 2016
  • luty 2016
  • styczeń 2016
  • grudzień 2015
  • listopad 2015
  • październik 2015
  • wrzesień 2015
  • sierpień 2015
  • lipiec 2015

Kategorie

  • ciekawostki
  • Diamentowe historie
  • DIAMOND STORIES
  • Edukacja
  • Moda w biżuterii
  • Najsłynniejsi jubilerzy i złotnicy
  • Najsłynniejsi szlifierze diamentów
  • Najsłynniejsze diamenty świata
  • Najsłynniejsze kolekcje biżuterii
  • Nasza biżuteria
  • Tradycje zaręczynowe na Świecie
  • Uncategorized

Copyright Michelson Diamonds, 2015
Pierścionki zaręczynowe, obrączki ślubne.