• Home
    • Edukacja
      • O nas
        • Sklep online
          • Kontakt
Logo
Category

Edukacja

Previous Next
  • Edukacja
  • Najsłynniejsze diamenty świata

Najsłynniejsze diamenty świata – Porges

1 marca, 2019
Paweł Jaworski
0 Comments

Kamień ten miał upamiętnić jednego z największych handlarzy diamentów w historii. Trafił w ręce innego słynnego wielbiciela tych kamieni szlachetnych i to właśnie on miał największy wpływ na wygląd oraz nazwę tego klejnotu. Kiedy zaś na początku XXI wieku pojawił się na aukcji, sprzedawano go w zestawie z dwoma rodzajami biżuterii oraz… śrubokrętem. Dowiedzcie się, dlaczego i poznajcie inne zaskakujące fakty związane z 78,53-karatowym fantazyjnie żółtym diamentem Porges.

Dlaczego „Porges”?

Mimo że diament zyskał taką nazwę dopiero w 1962 roku, to jest ona niczym innym, jak tylko nazwiskiem słynnego francuskiego handlarza kamieniami szlachetnymi, który żył na przełomie XIX i XX wieku. Jules Porges – bo właśnie o nim mowa – odegrał kluczową rolę w powstaniu firmy Randlords, która kontrolowała wydobycie diamentów oraz złota ze złóż znajdujących się na terenie Republiki Południowej Afryki. Wyjątkowo wcześnie rozpoznał on, jak duże znaczenie mają diamentowe znaleziska na terenie RPA. Zainteresował się tym regionem, rozpoczął inwestycje i niewątpliwie przyczynił się do tego, że kraj ten znalazł się w światowej czołówce pod względem wydobycia brylantów. Przy okazji dzięki tej i innym swoim decyzjom stał się jednym z najsłynniejszych oraz najbogatszych handlarzy kamieniami szlachetnymi na świecie.

Na pamiątkę wyjątkowych osiągnięć

Dlatego właśnie kiedy 41 lat po śmierci Francuza inny słynny wielbiciel cennych ozdób zakupił kolejny klejnot do swojej imponującej kolekcji, postanowił nazwać go nazwiskiem „Porges”. Był nim sam Harry Winston, a Jules Porges musiał mu tak zaimponować swoimi dokonaniami na rynku diamentowym, że ten zdecydował się rozsławić jego nazwisko w jeszcze jeden sposób – nazywając nim piękny kamień. Co ciekawe, mimo że w zbiorach tego legendarnego nowojorczyka znalazło się wiele diamentów, które nie miały jeszcze nazwy, Winston nigdy nie chciał, aby dać któremuś z nich swoje nazwisko. Nie wiadomo, czy to skromność, czy inne pobudki sprawiły, że słynny jubiler nigdy nie skorzystał z tej dość powszechnej wśród kolekcjonerów metody nazewnictwa.

Charakterystyka kamienia

W porównaniu z innymi klejnotami w kolorze fantazyjnie żółtym, Porges jest wyjątkowo duży – ma bowiem aż 78,53 karata. Jego czystość to klasa SI-1 (co oznacza, że posiada on w swojej budowie drobne inkluzje), a szlif to klasyczny, szlachetny asscher. Pośród tych cech najważniejszą jednak jest barwa, ponieważ fantazyjnie żółte ozdoby tego typu należą do rzadkości. Zalicza się je do grupy diamentów typu I, co oznacza, że w ich strukturze krystalicznej znajdują się wykrywalne ilości azotu (zazwyczaj mniej niż 0,1%). To właśnie ten pierwiastek jest odpowiedzialny za inny niż przezroczysty kolor kryształu i to dzięki niemu Porges może lśnić wyjątkowym żółtym blaskiem.

Pochodzenie klejnotu

Eksperci uważają, że podobnie jak wiele innych słynnych kamieni szlachetnych został on wydobyty na terenie Republiki Południowej Afryki. Być może właśnie dlatego Winston nazwał go nazwiskiem handlarza, który przyczynił się do rozkwitu tego regionu pod względem wydobycia brylantów. Nadal brakuje jednak szczegółowych danych dotyczących pochodzenia Porgesa, takich jak kopalnia, w której go odkryto, masa nieoszlifowanego samorodka czy też pierwsi właściciele diamentu. Zyskał on wyjątkową sławę dopiero wtedy, kiedy trafił do rąk Harry’ego Winstona. Słynny jubiler docenił unikatowe piękno tego kamienia, dlatego też przygotował mu iście wyjątkową oprawę. Zaprojektował aż dwa rodzaje biżuterii, w której centralnym miejscu miał znaleźć się Porges.

Jeden klejnot, dwie ozdoby

Pierwszym pomysłem, na który wpadł nowojorski jubiler, był prosty, minimalistyczny, wykonany ze złota pierścień, drugim zaś jego całkowite przeciwieństwo – kolorowa, bogato zdobiona broszka. W jej centralnym miejscu znajduje się imponujący klejnot, który jest otoczony żółtym złotem, platyną oraz mniejszymi szmaragdami, rubinami i przezroczystymi diamentami. Winston chciał, aby kamień ten mógł odgrywać podwójną rolę – ozdabiać zarówno pierścień, jak i broszkę – dlatego zaprojektował tę biżuterię tak, aby Porges mógł być z łatwością z niej wymontowany i ustawiony w innym miejscu. Po zrealizowaniu tego nowatorskiego pomysłu nowojorski jubiler nie cieszył się tymi ozdobami zbyt długo. Już w 1968 roku, a więc sześć lat po nabyciu klejnotu, sprzedał go kolejnemu właścicielowi, który do dziś pozostał anonimowy.

porgesdiamond

Sprzedaż unikatowej ozdoby

Nie wiadomo, jaką cenę zapłacił za ten słynny kamień Harry Winston ani ile dzięki niemu zarobił, sprzedając go kolejnemu kolekcjonerowi. Kiedy jednak w 2004 roku Porges miał ponownie trafić na sprzedaż, eksperci szacowali, że osiągnie on wartość od 600 tysięcy do 800 tysięcy dolarów. Aukcja odbyła się w ramach organizowanej w dniach 19 i 20 kwietnia wyprzedaży Magnificent Jewels w słynnym domu aukcyjnym Christie’s. W zestawie obok imponującego klejnotu znalazły się złoty pierścień, unikatowa broszka oraz… śrubokręt, za pomocą którego diament można było umieścić w obu tych ozdobach. Ostateczną ceną, jaką zdecydował się zapłacić za ten zestaw nowy właściciel, była kwota 769 100 dolarów, co oznaczało, że przewidywania ekspertów okazały się trafne. Od tamtej pory Porges nie trafił ponownie na sprzedaż, dlatego można przypuszczać, że od 15 lat znajduje się w rękach kolekcjonera, który zakupił go na aukcji Christie’s.

Continue Reading
  • Email
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
  • Google+
  • Edukacja

Najsłynniejsze diamenty świata – Paragon

24 października, 2018
Paweł Jaworski
0 Comments

Mimo że ma niecałe 30 lat, o początkach jego istnienia wiadomo naprawdę niewiele. Pewne jest natomiast, że z egzotycznej Brazylii trafił do światowej stolicy obróbki kamieni szlachetnych, a następnie do kolekcji jednego z najsłynniejszych jubilerów wszech czasów, którego zwykło się nazywać „królem diamentów”. Nosiły go najlepsze modelki świata, a jego unikatowy i bardzo rzadki szlif zaskakuje do dziś. Poznajcie historię ponad 100-karatowego diamentu Paragon.

Unikat na skalę światową

Mimo że brzmi dość swojsko, nazwa tego klejnotu nie oznacza oczywiście sklepowego rachunku. Wzięła się z języka angielskiego, w którym oznacza „archetyp” czy też „wzór doskonałości”. I nie ma w tych słowach ani cienia przesady, ponieważ zarówno kolor, jak i czystość oraz perfekcyjny szlif tego kamienia są naprawdę wyjątkowe, dzięki czemu doskonale pasują do jego nazwy. Została ona nadana przez pierwszego, a zarazem jedynego znanego właściciela ozdoby – światowej sławy jubilera Laurence’a Graffa, założyciela firmy Graff Diamonds Company. Sam Graff zwykł mówić o sobie, że diamenty zawsze go fascynowały, są nieodłączną częścią jego życia i urodził się właśnie po to, by być wśród nich. Marka stworzona przez jubilera jest obecnie jedną z największych na świecie, a jego majątek został w 2018 roku oszacowany na 5,6 miliarda dolarów.

Skąd pomysł na nazwę ozdoby?

Jak informuje książka „The Book of Diamonds” autorstwa Joana Youngera Dickinsona (ze wstępem napisanym przez samego Harry’ego Winstona), określenie „paragon” było używane wcześniej w odniesieniu do idealnych diamentów pozbawionych wszelkich skaz czy wytrąceń oraz osiągających masę ponad 100 karatów. A więc 137,82-karatowy klejnot o czystości IF (internally flawless – wewnętrznie bez skazy), najwyższej klasie barwy (D) oraz w niezwykle rzadkim, siedmiostronnym szlifie z pewnością zalicza się do tego elitarnego grona najpiękniejszych kamieni.

Nietypowe pochodzenie i wiele niewiadomych

Zwykło się uważać, że najsłynniejsze diamenty świata pochodzą albo z Afryki, albo z historycznych kopalni indyjskich. Paragon jest więc wyjątkiem od tej reguły – ten imponujący samorodek znaleziono bowiem w Brazylii, w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Mimo że od jego wydobycia minęło zaledwie niecałe 30 lat, to do dziś nie wiadomo nic o jego dokładnej dacie odkrycia, kopalni ani o początkowych losach. Nieznana jest nawet masa, jaką miał nieoszlifowany diamentowy samorodek przed jego obróbką jubilerską, ani to, w jaki sposób trafił z Ameryki Południowej do Europy.

Niecodzienny pomysł jubilerskiej sławy

Pewne jest natomiast, że kamień ten znalazł się w międzynarodowej stolicy gemmologii – w Antwerpii w Belgii. Tam zakupił go światowej sławy jubiler Lawrence Graff, a następnie zlecił jego cięcie oraz szlifowanie. To dzięki pomysłowi Graffa klejnot zyskał unikalny szlif latawca. Skąd taki pomysł? Decyzja o nadaniu Paragonowi tak nietypowego kształtu została spowodowana najprawdopodobniej pierwotnym wyglądem surowego kamienia. Nowemu właścicielowi zależało, aby wydobyć z niego jak najlepszą czystość oraz blask, a jednocześnie otrzymać ozdobę o jak największej masie ponad 100 karatów.

W jednym z najlepszych laboratoriów

Graff miał duże doświadczenie jako słynny jubiler, dlatego podjął odważną decyzję o oszlifowaniu klejnotu w kształt latawca. Z pomocą przyszło mu również 30 doświadczonych ekspertów pracujących w należącym do niego laboratorium i na co dzień zajmujących się obróbką jubilerską kamieni o dużej masie. Rozmiar Paragonu nie był więc dla nich ani przeszkodą, ani żadną nowością. Taki zespół szlifierzy połączony z tak pięknym diamentem musiał więc być pewną receptą na sukces. I rzeczywiście, zaprezentowanie oszlifowanego kamienia okazało się prawdziwą sensacją wśród kolekcjonerów oraz wielbicieli unikatowej biżuterii na całym świecie.

Uroczysta prezentacja wyjątkowej ozdoby

Po zakończeniu obróbki jubilerskiej Paragon osadzono jako zawieszkę w biżuterii równie unikatowej, jak on sam – w wyjątkowym naszyjniku-bransolecie projektu marki Graff Diamond Company. Ozdoba została wykonana ręcznie w jednym z najlepszych warsztatów należących do Graffa, a Paragon połączono w niej z kilkoma mniejszymi diamentami w różnych kolorach, takich jak fantazyjny niebieski, różowy oraz żółty. Na ich tle jeszcze bardziej wyróżnia się perfekcyjnie przezroczysta barwa tej cennej zawieszki. Całkowita masa wszystkich kamieni wykorzystanych w tym naszyjniku to 190,27 karata, a został on pokazany światu w 1999 roku, kiedy to wywołał prawdziwe poruszenie. Właśnie wtedy, z okazji uroczystości z okazji rozpoczynającego się nowego stulecia, została zorganizowana uroczysta gala sponsorowana przez diamentowy koncern De Beers oraz markę Versace. Na imprezie pojawiła się supermodelka Naomi Campbell, a jej szyję ozdabiała biżuteria, w której centralnym miejscu znajdował się Paragon.

paragondiamond

Charakterystyka klejnotu

Jak już wspomnieliśmy, diament Paragon ma masę wynoszącą 137,82 karata, barwa klasy D (dzięki czemu jest całkowicie bezbarwny) oraz czystość IF. Do tego dodać należy unikatowy siedmiostronny szlif zwany „latawcem” i mamy gotowy przepis na jeden z najpiękniejszych klejnotów na świecie. Jest on także kamieniem typu IIa, co oznacza, że w jego składzie chemicznym nie ma azotu (lub istnieją jedynie śladowe, niewykrywalne ilości tego pierwiastka). Dodatkowo w krysztale tym nie ma żadnych odkształceń plastycznych, dlatego o takich diamentach mówi się, że są strukturalnie doskonałe oraz chemicznie czyste.

Światowy gigant

Jeśli zaś weźmiemy pod uwagę masę kamienia, Paragon jest dziesiątym na świecie największym oszlifowanym klejnotem o barwie typu D. Przed nim w zestawieniu znalazły się 530,20-karatowy Cullinan I, 317,40-karatowy Cullinan II, 273,85-karatowy Centenary, a także Jubilee, Millennium Star, La Luna, Orłow, Jacob-Victoria oraz Regent. Paragon to także piąty co do wielkości diament, którego barwa klasy D łączy się z czystością IF oraz największy na świece kamień tego typu w szlifie latawca. Nadal znajduje się w posiadaniu Graffa, dlatego nie wiadomo, jaką cenę osiągnąłby obecnie. Pewne jest natomiast, że informacja o jego sprzedaży wywołałaby prawdziwą sensację.

 

Continue Reading
  • Email
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
  • Google+
  • Edukacja

Najsłynniejsze diamenty świata – Orłow

10 sierpnia, 2018
Paweł Jaworski
0 Comments

W historii tego kamienia szlachetnego zuchwałe kradzieże przeplatają się z brutalnymi morderstwami oraz płomiennymi uczuciami światowych władców – ale do dnia dzisiejszego nie wiadomo, która część losów Orłowa jest prawdą, a która została zmyślona. Pewne jest natomiast, że jest on jednym z najlepiej zachowanych historycznych diamentów na świecie.

Skąd wzięła się nazwa klejnotu?

Podobnie jak inny kamień szlachetny, o którym już pisaliśmy – owiany złą sławą Czarny Orłow – ten diament również wziął swoją nazwę od nazwiska jednego z jego właścicieli. Książę Grigorij Orłow, bo właśnie o nim mowa, zakupił ten kamień za oszałamiającą kwotę 1 400 000 florenów (co odpowiada sumie 400 000 rubli). Następnie podarował go swojej byłej kochance, carycy Katarzynie II Wielkiej, aby odzyskać jej łaski. Władczyni oczywiście przyjęła cenny upominek, a w zamian przekazała Orłowowi marmurowy pałac w Petersburgu. Był to jednak prezent na otrarcie łez, ponieważ nie obdarzyła byłego ukochanego ponownym uczuciem. Tym sposobem zjawiskowy klejnot trafił jednak do rosyjskiego skarbca i znalazł się wśród cennych ozdób zgromadzonych w Diamentowym Funduszu na Kremlu.

catherinethegreat

Pochodzenie diamentu

Nie wiadomo, kiedy dokładnie odkryto tę imponującą ozdobę, ale zarówno unikalny szlif, jak i barwa oraz czystość Orłowa jednoznacznie wskazują na miejsce jego wydobycia – Indie. Łatwo jest również zlokalizować kopalnię, w której został znaleziony, czyli Golkondę. Przed XVIII wiekiem była ona bowiem jedynym na świecie źródłem wysokiej jakości bezbarwnych diamentów. Można więc powiedzieć, że Orłow jest ewenementem wśród historycznych kamieni szlachentych, ponieważ pochodzenia wielu z nich do dziś nie udało się ustalić, mimo wielu lat badań i analiz.

Różne wersje losów Orłowa

Sprawa nie jest już tak oczywista, jeśli chodzi o losy Orłowa przed dotarciem na rosyjski dwór. Istnieją bowiem dwie wersje tych wydarzeń i historycy do dziś nie są pewni, która z nich jest bardziej prawdopodobna (szczególnie że obie brzmią bardziej jak legendy niż fakty historyczne). Pierwsza mówi, że klejnot ten był dawniej częścią posągu bóstwa Pana Ranganatha znajdującego się w świątyni Srirangam w stanie Tamil Nadu w południowych Indiach. Ozdoba została umieszczona w miejscu oka bóstwa, ale była na tyle atrakcyjna, że stała się prawdziwą pokusą dla złodzieja. Okazał się nim francuski żołnierz, który od miejscowych dowiedział się o olbrzymich diamentach i postanowił wykorzystać tę wiedzę jako okazję do szybkiego zarobku. W tym celu zdecydował się na zatrudnienie w świątyni, a także zmianę wyznania na hinduizm, ponieważ przedstawiciele innych religii nie mieli do niej prawa wstępu.

orlovdiamond

Droga do Europy

Po pewnym czasie nadarzył się sprzyjający moment – mężczyzna wykorzystał go i uciekł ze zrabowanym diamentem. Dotarł z nim do Madrasu, gdzie sprzedał swój łup kapitanowi brytyjskiego okrętu za zaskakująco niską sumę 2000 funtów. Nowy właściciel przewiózł klejnot do Londynu i w ten sposób zarobił 10000 funtów – Orłowa zakupił bowiem żydowski kolekcjoner i handlarz za 12000 funtów. Następnie przeprowadzono jeszcze kilka transakcji ze słynnym kamieniem w roli głównej, a jego wartość rosła z każdą z nich. W końcu został zakupiony przez mieszkającego w Amsterdamie kolekcjonera o nazwisku Shaffras. I o ile historia o kradzieży diamentu nigdy nie została potwierdzona, o tyle władze rosyjskie ujawniły, że około roku 1768 książę Orłow rzeczywiście kupił ozdobę od handlarza, który nosił nazwisko Shaffras.

Wśród morderstw i kradzieży

Druga wersja losów Orłowa sprawia wrażenie jeszcze bardziej sensacyjnej. Mieszają się w niej wątki kilku morderstw i zawiłych intryg. Zgodnie z nią diament ten należał do hinduskich władców z dynastii Wielkich Mogołów i dlatego trafił do rąk szacha Mohammeda, który zasiadał na tronie w latach 1719-1748. W 1739 roku został zrabowany wraz z innymi łupami wojennymi przez szacha Iranu Nadira. Jego wojska splądrowały Delhi i Agrę, w wyniku czego do majątku Nadira trafiły również takie słynne klejnoty, jak Koh-i-Nur czy też Darya-i-Nur. Następnie władca ten został zamordowany przez swoje własne wojsko, a jeden z jego żołnierzy wykorzystał tę okazję i ukradł Orłowa po czym udał się z nim do miasta Bassorah położonego na północ od Zatoki Perskiej. Tam spotkał handlarza o nazwisku Shaffras i zaproponował mu sprzedaż imponującego diamentu. Ten jednak nieufnie podszedł do transakcji i poprosił o czas do namysłu. Żołnierzowi zależało nartomiast na szybkim pozbyciu się łupu, dlatego chwilę później znalazł innego kontrahenta – żydowskiego kupca, który chętnie zakupił klejnot za 65000 piastrów i dwa najwyższej klasy konie arabskie.

Pechowy łup

Kiedy żołnierz świętował udaną sprzedaż ozdoby, ponownie spotkał Shaffrasa. Ten zaś przyznał, że po namyśle chciałby zakupić Orłowa, a następnie nie ukrywał swojego rozczarowania, kiedy okazało się to niemożliwe. Odnalazł nawet żydowskiego kupca i zaproponował mu dwa razy wyższą kwotę niż ten zapłacił za kamień, mężczyzna nie był jednak zainteresowany ofertą. Wtedy Shaffras wpadł na inny, bardziej śmiały pomysł. Postanowił zabić kupca i odebrać mu klejnot. Kolejną jego ofiarą padł żołnierz, który również został zamordowany, aby zatrzeć wszelkie ślady. Ciała dwóch mężczyzn Shaffras wrzucił nocą do rzeki Tygrys, a następnie postanowił uciec do Europy i tam sprzedać legendarny diament. Najpierw udał się do Konstantynopola (dzisiejszy Stambuł), a finalnie trafił do Amsterdamu, gdzie przedstawił się jako handlarz kamieniami szlachetnymi.

Fakty dotyczące losów Orłowa

Po pojawieniu się słynnego klejnotu w Amsterdamie jego losy są już znane. Shaffras starał się nawiązać kontakt z europejskimi władcami, aby wśród nich znaleźć nowego właściciela ozdoby. Szczególne zainteresowanie wzbudziła ona na rosyjskim dworze. Caryca Katarzyna zaprosiła nawet Shaffrasa do Petersburga, aby tam dobić targu. Mimo długich negocjacji transakcja nie doszła jednak do skutku, ponieważ cena zaproponowana przez handlarza okazała się zbyt wysoka. Wrócił on więc do Amsterdamu i właśnie wtedy o słynnym diamencie dowiedział się książę Orłow, były kochanek carycy Katarzyny. Wiedział on, jak bardzo zależało jej na tej ozdobie, dlatego postanowił ją zakupić, a następnie podarować ukochanej, aby wrócić do jej łask. Władczyni przyjęła ten prezent, po czym poleciła osadzić go w bogato zdobionym berle zarojektowanym przez jubilera C. N. Troitinskiego. W takiej postaci Orłow jest przechowywany w kremlowskim skarbcu do dziś. Nigdy później nie został wystawiony na sprzedaż ani poddany analizie w laboratorium gemmologicznym, dlatego nie wiadomo, jaką obecnie ma wartość.

Charakterystyka Orłowa

Ten przezroczysty diament o delikatnie niebieskawym odcieniu ma masę wynoszącą 189,62 karata. Jego wymiary to 47,6 x 34,92 x 31,75 mm. Charakteryzuje się również najwyższej klasy czystością, co jest typowe dla najlepszych kamieni szlachetnych pochodzących ze słynnej kopalni Golkonda w południowych Indiach. Nietypowy jest natomiast szlif Orłowa, ponieważ jako jeden z niewielu klejnot ten zachował swój pierwotny, historyczny kształt róży. Jest on charakterystyczny dla diamentów wydobywanych setki lat temu na terenie Indii, dlatego nie ma najmniejszych wątpliwości co do tego, gdzie Orłow został znaleziony. Z jego przyszłością również nie wiąże się żadna niewiadoma. Najprawdopodobniej jeszcze przez wiele lat będzie bowiem zasilał zbiory rosyjskich klejnotów koronnych.

 

 

Continue Reading
  • Email
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
  • Google+
  • Edukacja
  • Najsłynniejsi szlifierze diamentów

Najsłynniejsi szlifierze diamentów – Lazare Kaplan

26 czerwca, 2018
Paweł Jaworski
0 Comments

Mimo że jego przodkowie również trudnili się jubilerstwem, on sam był Honorowym Wiceprezydentem GIA, a wielu ekspertów uważało go za najlepszego szlifierza diamentów na świecie, jego życie nie było usłane różami. Lazare Kaplan aż trzykrotnie musiał zaczynać budowanie swojej firmy od zera – najpierw w wieku zaledwie 20 lat, potem na nowym, nieznanym kontynencie, aż w końcu z pożyczonymi 300 dolarami w kieszeni. Te przeciwności nie przeszkodziły mu jednak w zdobyciu światowej sławy oraz uznania innej jubilerskiej legendy – Harry’ego Winstona. Dowiedzcie się więc, jak rozwijała się kariera tego słynnego szlifierza i czym zasłynął on na arenie międzynarodowej.

Kontynuacja rodzinnej tradycji

Mimo że urodził się w Rosji, jeszcze jako dziecko przeniósł się wraz z rodziną do Belgii. To tam dorastał, a już w wieku 13 lat dołączył do rodzinnego interesu. Jego bliscy od trzech pokoleń zajmowali się bowiem jubilerstwem (a wśród jego kuzynów znajdował się też inny legendarny szlifierz – Marcel Tolkowski). Właśnie wtedy, w 1896 roku, został uczniem w fabryce wuja, który także był znanym szlifierzem diamentów. Dzięki rozpoczęciu nauki ich obróbki jubilerskiej w tak młodym wieku, jeszcze przed ukończeniem 20 lat potrafił ciąć i szlifować różne, nawet mocno nieregularne diamentowe samorodki. W tym czasie również wyszedł spod skrzydeł wuja i rozpoczął samodzielną działalność w Antwerpii. Decyzja ta okazała się słuszna. Szybko zdobył bowiem kilka znaczących zleceń, które wzmocniły jego pozycję na rynku i zapewniły rozgłos o nim jako o utalentowanym szlifierzu.

Nieoczekiwany punkt zwrotny

Kariera Kaplana zapewne rozwijałaby się w spokoju w Belgii, gdyby kraj ten nie został zajęty podczas I wojny światowej przez wojska niemieckie. Co prawda szlifierz w tym czasie przebywał w Stanach Zjednoczonych, gdzie udał się wraz z rodziną, aby odwiedzić matkę, ale z powodu wojennej zawieruchy nie mógł już wrócić do swojej ojczyzny, a jego firma upadła. Został zmuszony do pozostania w Ameryce i rozpoczęcia swojej działalności od nowa. Osiadł na dolnym Manhattanie, tam też otworzył swoją pracownię, a następnie przystąpił do pracy – cięcia i szlifowania diamentów. Dzięki konsekwencji, ale także talentowi i doskonałej technice nazwisko Kaplan szybko stało się dobrze znane na amerykańskim rynku jubilerskim. Czym podbił on serca nowych klientów?

kaplan

Innowacyjność i dar przekonywania

Kaplana ceniono za wyjątkową wyobraźnię, zamiłowanie do eksperymentowania, ale także umiejętność przekonania rozmówcy do swoich racji. Dzięki temu właściciele diamentów i klienci szlifierza, mimo początkowego oporu, często zgadzali się na utratę większej ilości karatów na rzecz unikalnego szlifu czy też perfekcyjnego wydobycia najlepszych cech kamienia powierzonego Kaplanowi. Zyskał on też niemałą popularność dzięki stworzeniu jednego ze swoich ulubionych szlifów – „Oval Elegance”, czyli owalnego kształtu z 58 fasetkami. Sam autor przyznawał, że dzięki takiemu szlifowi kamień wydaje się większy niż jego okrągły odpowiednik o takiej samej masie, a także zyskuje więcej blasku niż w przypadku innych kształtów.

Szkolenie nowego pokolenia szlifierzy

Wraz z rozwojem firmy Kaplan chciał też zatrudniać coraz więcej pracowników, ale jego problemem był brak utalentowanej siły roboczej w Stanach Zjednoczonych. Zaczął więc podróżować, a jej poszukiwania zaprowadziły go aż do Puerto Rico. To właśnie tam stworzył program stażowy, zatrudniając wielu zdolnych szlifierzy, a następnie szkoląc ich zgodnie z własnym doświadczeniem. Mogłoby się wydawać, że renoma szlifierza oraz pozycja jego firmy były wówczas na tyle mocne, że nic nie mogło im zaszkodzić. Niestety, los bywa przewrotny, o czym Kaplan przekonał się po raz kolejny. Wtedy właśnie pojawiła się bowiem jeszcze jedna przeszkoda, na którą szlifierz nie miał wpływu – krach na amerykańskiej giełdzie, który miał miejsce w 1929 roku.

Czy zaczynać od nowa po raz trzeci?

Takie pytanie zapewne zadawał sobie Kaplan. W jego przypadku odpowiedź mogła jednak być tylko twierdząca. Mimo że stracił wówczas wszystkie oszczędności, szybko stworzył plan B. Pożyczył 300 dolarów od swojego syna Leo i dzięki temu wznowił działalność. I tym razem udało mu się odbudować własną renomę. Ciężko pracował, szlifując kolejne klejnoty, aż w 1936 roku otrzymał pracę, dzięki której jego nazwisko miało na zawsze zapisać się w historii jubilerstwa. Zgłosił się do niego sam Harry Winston, aby powierzyć mu obróbkę słynnego 726-karatowego diamentowego samorodka – Jonkera. Nie było to łatwe zadanie, szczególnie że Kaplan doskonale zdawał sobie sprawę, iż jest to zlecenie jego życia. Pikanterii sprawie dodawało to, że kamień ten był ubezpieczony na milion dolarów, ale… polisa nie obejmowała procesu obróbki jubilerskiej. Tak duże ryzyko zapewne wywierało na szlifierzu jeszcze większą presję.

Długie miesiące żmudnej pracy

Kaplan przez wiele miesięcy z uwagą analizował każdy milimetr kwadratowy ogromnego samorodka. Jego bliscy zwykli żartować, że w tym czasie żył, jadł i oddychał tym diamentem. Każdą minutę swojej pracy poświęcał na skomplikowane wyliczenia, których wynikiem miała być odpowiedź na pytanie, jak najlepiej pociąć tego olbrzyma. Po roku tworzenia wielu modeli kamienia i skrupulatnego obliczania linii cięcia szlifierz chwycił w końcu za nóż. Wbił go w klejnot i właśnie wtedy zauważył, że gdyby przeciął Jonkera wzdłuż wyznaczonej właśnie linii, popełniłby poważny błąd. Wrócił więc do swoich wyliczeń, nakreślił kolejną linię i w ten sposób idealnie przeciął zjawiskowy diament.

Spektakularne efekty pracy

Po zakończeniu pracy Kaplan zwykł nazywać Jonkera wybrykiem natury, ponieważ to, co wielu szlifierzy (i początkowo on sam) uznało za płaszczyznę rozpadu na powierzchni diamentu, w rzeczywistości wcale nią nie było. Gdyby więc zasugerował się tym złudzeniem i przeciął ten niezwykle cenny kamień zgodnie ze swoim pierwotnym planem, mógł go zniszczyć. Tak się jednak nie stało. Zamiast tego Kaplan stworzył 13 zjawiskowych klejnotów o masie od 3,53 karata i szlifie bagietki aż do 149,9-karatowego olbrzyma w szlifie szmaragdowym. Największa z tych ozdób zachowała swoją pierwotną nazwę – Jonker – a wielu ekspertów podziwiało ją, przyznając, że jest najbardziej perfekcyjnie skrojonym diamentem na świecie.

jonker

Międzynarodowe uznanie

Wkład Kaplana w rozwój przemysłu jubilerskiego był ogromny, dlatego władze Gemmological Institute of America postanowiły odpowiednio uhonorować słynnego szlifierza. W 1964 roku otrzymał on zaszczytny tytuł Honorowego Wiceprezydenta GIA, a w 1979 roku obdarowano go międzynarodową nagrodą „Hall of Fame” przyznawaną przez organizację Retail Jewelers of America. Jej prezes Michael Roman powiedział wówczas, że wyjątkowa wyobraźnia Kaplana oraz jego niezwykła zdolność do wizualizacji kształtów diamentów w trzech wymiarach sprawiły, że wielu uważa go za najlepszego szlifierza diamentów na świecie.

Lazare Kaplan zmarł w 1985 roku w wieku 102 lat, ale stworzona przez niego firma istnieje i rozwija się do dziś. Lazare Kaplan International jest też jedyną spółką w Stanach Zjednoczonych, która zajmuje się obróbką diamentów i jest notowana na giełdzie AMEX, a także posiada światowy patent na proces inskrypcji laserem diamentowym. Można więc powiedzieć, że wysiłki Kaplana i jego trzykrotne budowanie marki od nowa z pewnością nie poszły na marne.

 

Continue Reading
  • Email
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
  • Google+
  • ciekawostki
  • Edukacja

Najsłynniejsze diamenty świata – Noor-ul-Ain

11 czerwca, 2018
Paweł Jaworski
0 Comments

Kamień ten został odkryty prawie 3 wieki temu, ma „brata bliźniaka”, a o sposobie jego wyeksponowania zadecydował legendarny jubiler oraz kolekcjoner diamentów Harry Winston. Jednocześnie jednak losy tej słynnej ozdoby nie są aż tak skomplikowane, jak innych historycznych klejnotów, mimo że przeżył on niejedną wojenną zawieruchę. Jaką więc przebył drogę i gdzie obecnie znajduje się imponujący różowy diament Noor-ul-Ain?

Egzotyczna nazwa…

Noor-ul-Ain w języku arabskim i perskim oznacza „światło oka”. Nazwa ta najprawdopodobniej została nadana, kiedy klejnot ten przewieziono z Indii do Persji. Trafił on tam w 1739 roku wraz z innymi łupami skradzionymi po splądrowaniu Delhi i Agry przez wojska Nadira Szaha Afszara. To wyjątkowo poetyckie i romantyczne określenie diamentu miało zapewne podkreślić jego olśniewający blask. Nie wiadomo jednak, kto je wymyślił, jak ozdoba ta nazywała się wcześniej, kiedy znajdowała się w Indiach, pośród klejnotów cesarzy z dynastii Mogołów. Żadne informacje na temat tego kamienia nie zostały bowiem zachowane.

… i egzotyczne pochodzenie

W przeciwieństwie do niejasności wokół początkowej nazwy tego słynnego XVII-wiecznego kamienia, nie ma wątpliwości co do tego, gdzie został on wydobyty. Pochodzi on bowiem z legendarnej kopalni Kollur zlokalizowanej niedaleko Golkondy w Andhra Pradesh w południowych Indiach. Eksperci uważają też, że Noor-ul-Ain ma tak zwanego brata bliźniaka – Darya-i-Nur („ocean światła”) – czyli diament o innym kształcie, ale identycznym, niezwykle rzadkim bladoróżowym kolorze. Obie te ozdoby zostały najprawdopodobniej stworzone z ogromnego, 400-karatowego samorodka zwanego Diamanta Grande Table. Nie wiadomo jednak, kiedy to się stało oraz czy miało to miejsce jeszcze w Indiach, czy już po wywiezieniu wojennych łupów, w tym cennych klejnotów na teren ówczesnej Persji. Wśród ekspertów częściej pojawia się teoria o obróbce jubilerskiej kamieni, którą przeprowadzono dopiero po opuszczeniu Indii.

NUR-UL-AIN

Nowe państwo i nowi właściciele klejnotów

Nadir Szah Afszar nie cieszył się długo zrabowanymi ozdobami. W czerwcu 1747 roku został zamordowany przez swoich własnych żołnierzy, którzy następie splądrowali skarbiec należący do władcy. Imperium rozpadło się na mniejsze państwa, a klejnoty koronne, w tym diament Noor-ul-Ain, przejął nowy przywódca jednego z nich – Iranu. Następnie były one przekazywane kolejnym jego szachom, aż w końcu jeden z nich, Mohammad Ali Szah Kadżar, który w wyniku obalenia jego rządów na początku XX wieku musiał szukać schronienia za granicą, próbował wywieźć je do Rosji. Twierdził, że są jego prywatną własnością, ale irańscy rewolucjoniści nie ustawali w staraniach, aby odzyskać niezwykle cenne przedmioty. W końcu się to udało i cała kolekcja, łącznie z diamentem Noor-ul-Ain, wróciła do Iranu.

Serce ślubnej tiary

Po powrocie do kraju kamienie szlachetne wciąż pozostawały zamknięte w skarbcu. Zmieniło się to dopiero w 1958 roku, kiedy to słynny klejnot znalazł się w centrum zainteresowania nie tylko irańskich władców, lecz także wielu innych wielbicieli biżuterii z całego świata. Właśnie wtedy szach Mohammed Reza postanowił poślubić Farah Dibę, która otrzymała od niego z tej okazji zjawiskową diamentową tiarę. Zaprojektował ją jubiler gwiazd – Harry Winston – a w centralnym miejscu tej ekskluzywnej biżuterii znalazł się Noor-ul-Ain. Osadzono go w platynie i otoczono innymi, mniejszymi brylantami, dzięki czemu wyraźnie wyróżnia się na ich tle. Do wykonania tej tiary użyto łącznie 324 różowych, żółtych i bezbarwnych diamentów. Największy z nich jest oczywiście 60-karatowy Noor-ul-Ain, pozostałe zaś mają masę od 14 do 19 karatów.

nur-ul-aindiamond

Charakterystyka klejnotu

Uważa się, że Noor-ul-Ain jest jednym z największych, a także najcenniejszych jasnoróżowych diamentów na świecie. Owalny brylantowy szlif oraz masa wynosząca około 60 karatów dają wymiary 30 x 26 x 11 mm. Oryginalna barwa zapewnia natomiast przynależność do kamieni typu II a. Oznacza to, że w jego strukturze krystalicznej nie ma atomów azotu, ale w wyniku działania niezwykle wysokiego ciśnienia została ona poddana odkształceniom plastycznym podczas formowania się diamentowego samorodka. To właśnie takie deformacje odpowiadają za nietypowe załamywanie się światła dające tak wyjątkowy odcień tego klejnotu.

Niezwykle rzadkie i bardzo pożądane

Różowe diamenty uchodzą również za jedne z najdroższych i najbardziej poszukiwanych kamieni w historii. Dodatkowo występują niezwykle rzadko, przez co ich pojawienie się zawsze wzbudza ogromne emocje. Kiedy zaś zostaną wystawione na sprzedaż, aukcje biją rekordy zarówno pod względem ceny, jak i zainteresowania. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ różowe diamenty stanowią mniej niż 0,1% wszystkich naturalnych kamieni tego typu wydobywanych na całym świecie. Przykładowo w Argyle – kopalni na zachodzie Australii, z której pochodzi obecnie większość różowych klejnotów dostępnych na diamentowym rynku – na jeden karat kamienia w tym kolorze przypada aż 1 000 000 karatów surowca o innej barwie. W przyszłości różowe ozdoby tego typu będą najprawdopodobniej jeszcze droższe, ponieważ w 2020 roku planowane jest zamknięcie kopalni Argyle.

Niezmiennie wśród klejnotów koronnych

Słynny historyczny kamień w 1739 roku dołączył do zbioru klejnotów koronnych, w którym znajduje się do dziś. Jest też jednym z najbardziej znanych diamentów znajdujących się w tej imponującej kolekcji. Nadal pełni także funkcję najważniejszej ozdoby zjawiskowej ślubnej tiary. Z tego powodu nie został jednak poddany szczegółowym badaniom gemmologicznym i nieznane są takie jego cechy, jak chociażby czystość. Nie wiadomo również, jaka jest wartość Noor-ul-Ain. Biorąc jednak pod uwagę jego historię, rozmiar oraz unikatową barwę, możemy być pewni, że jest ona liczona w milionach dolarów. A jeśli w przyszłości któryś z władców Iranu postanowi sprzedać ten kamień, na pewno się o tym dowiemy. Aukcja z takim unikatem będzie bowiem prawdziwą sensacją na skalę międzynarodową.

 

Continue Reading
  • Email
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
  • Google+
  • Edukacja
  • Najsłynniejsi szlifierze diamentów

Joseph Asscher – seria: najsłynniejsi szlifierze diamentów

16 marca, 2018
Paweł Jaworski
0 Comments

Wystarczy zobaczyć to nazwisko i już przed oczami pojawiają się najpiękniej lśniące diamenty. Nic dziwnego – Joseph Asscher zdobył międzynarodową sławę jako twórca słynnego szlifu tych kamieni szlachetnych oraz autor obróbki największego diamentowego samorodka wszech czasów, gigantycznego Cullinana. Był to także jeden z najlepszych szlifierzy w Holandii – kraju, który do dziś jest uważany za światową kolebkę tej niezwykle trudnej sztuki. Poznajcie więc drogę, jaką przebył Asscher, aby osiągnąć szlifierskie mistrzostwo.

Rodzinna tradycja

Rodzina Asschera od trzech pokoleń zajmowała się jubilerstwem i obróbką kamieni szlachetnych. Nic więc dziwnego, że przyszłość zarówno młodego Josepha, jak i jego brata Abrahama zaplanowano w tej samej branży. Mężczyźni uczyli się fachu pod czujnym okiem ojca i dziadka, a kiedy zdobyli już cenne doświadczenie, w 1854 roku wspólnie założyli firmę Asscher Diamond Company. Z czasem zmieniła ona swoją nazwę na bardziej prestiżową – The Royal Asscher Diamond Company – i pod taką postacią istnieje do dziś. Był to jednak dopiero początek międzynarodowych sukcesów tego niezwykle zdolnego szlifierza.

Światowa sława

1902 rok był przełomowy dla Josepha Asschera. Właśnie wtedy zaprojektował on słynny szlif diamentów, który zyskał nazwę od nazwiska swojego twórcy.
Pomysł ten okazał się tak dużym sukcesem, że szlif Asscher szybko stał się jednym z najbardziej pożądanych w jubilerstwie. Jego odtworzenie nie należało też do łatwych zadań, ponieważ nie posiadał z góry ustalonych proporcji czy też wymiarów, które mogłyby wytyczyć sposób obróbki. Doświadczony szlifierz musiał więc podejść do każdego diamentu w sposób indywidualny, tak aby maksymalnie wydobyć jego blask, wzmocnić odbijanie się światła i w ten sposób pokazać jego unikalne piękno.Asscher cut

Opatentowany projekt

Szlif Asscher szybko stał się prawdziwym hitem. Zainteresowanie diamentami o takim kształcie było naprawdę duże, a Joseph odnotował spektakularny wzrost sprzedaży klejnotów pochodzących z jego pracowni. Słynny twórca trzymał rękę na pulsie – kiedy tylko dostrzegł potencjał swojego projektu, natychmiast go opatentował, tak aby wszystkie kamienie o takim kształcie mogły powstawać tylko w jego firmie. Pomysł ten okazał się strzałem w dziesiątkę, a Asscherowi zapewnił światową sławę oraz stałe miejsce w historii jubilerstwa. A także kolejne zlecenia, o których marzył wówczas każdy profesjonalny szlifierz.

Oszlifowanie legendarnego Excelsiora

Już w rok po zaprojektowaniu nowego szlifu sława Josepha Asschera zapewniła mu kolejne niezwykle wymagające, ale też prestiżowe zadanie: obróbkę jubilerską największego wówczas diamentowego samorodka – 997-karatowego Excelsiora. Wymagał on niezwykle dużych umiejętności szlifierskich, ponieważ w jego strukturze znajdowały się liczne zanieczyszczenia. Nie dało się ich pozbyć i jednocześnie stworzyć jeden duży kamień, dlatego po wielu dokładnych wyliczeniach Asscher postanowił rozbić go na 10 mniejszych diamentów i w ten sposób pozbyć się wszystkich wad ogromnego samorodka. Każdy z powstałych w ten sposób diamentów cieszył się ogromnym zainteresowaniem, dlatego szybko zostały one sprzedane anonimowym kolekcjonerom.

Jedno z największych wyzwań w historii

Kolejne wyzwanie zawodowe pojawiło się niewiele później. Jeszcze przed znalezieniem słynnego diamentowego giganta, 3 106,75-karatowego Cullinana, Joseph Asscher uchodził za wybitnego artystę w swoim fachu. Wielu ekspertów nazywało go największym szlifierzem na świecie, nic więc dziwnego, że kiedy w 1905 roku w kopalni Premier niedaleko Pretorii w RPA wydobyto największy diament wszech czasów, król Edward VII zlecił jego obróbkę właśnie Asscherowi. Miał on za zadanie podzielić ogromny samorodek na trzy mniejsze kamienie, które następnie zasiliłyby pokaźny zbiór brytyjskich klejnotów koronnych.

Dwie próby obróbki Cullinana

Według niektórych relacji cięcie i szlifowanie tak wielkiego diamentu miało się odbyć w iście spektakularny sposób. Pierwszą próbę Joseph Asscher podjął w lutym 1908 roku przed zgromadzonym tłumem mieszkańców Amsterdamu. Wszyscy oni chcieli zobaczyć na własne oczy, jak imponujący samorodek rozpada się na mniejsze kawałki. Ku rozczarowaniu widowni, zabieg się nie udał – ostrze, które miało przeciąć klejnot, złamało się po pierwszym uderzeniu, a sam Cullinan pozostał w nienaruszonym stanie. To początkowe niepowodzenie sprawiło, że tydzień później kolejna próba odbyła się przy zdecydowanie mniejszej widowni. Brali bowiem w niej udział tylko Asscher i towarzyszący mu notariusz. Szlifierzowi wystarczyło wówczas jedno cięcie, aby precyzyjnie rozłupać kamień zgodnie ze swoimi obliczeniami. Powstałe w ten sposób diamenty ozdobiły brytyjską koronę oraz biżuterię należącą do rodziny królewskiej.

Tragiczny zwrot w rodzinnej historii

Mogłoby się wydawać, że po zaprojektowaniu własnego szlifu i spektakularnej obróbce największego diamentu wszech czasów nic nie zagrozi karierze Josepha Asschera. Wtedy jednak pojawił się problem nie do pokonania – II wojna światowa. Wszyscy członkowie rodziny Asscherów byli pochodzenia żydowskiego, dlatego w wyniku jej tragicznych wydarzeń w 1945 roku zostali deportowani z Holandii i zesłani do obozów koncentracyjnych. Znajdujące się w ich posiadaniu cenne klejnoty zarekwirowano, patent na szlif Asscher wygasł, a po rodzinnej firmie nie pozostał żaden ślad. Wielu przedstawicieli rodu nie wróciło nigdy do kraju, ponieważ zginęło w obozach. Joseph należał do tych, którym udało się przetrwać. Po zakończeniu wojennej zawieruchy udał się z powrotem do Amsterdamu z ambitnym planem odbudowania rodzinnej marki.

Powrót dawnej świetności

Mimo niezwykle trudnej próby, na którą został wystawiony Joseph Asscher, odtworzył on rodzinne imperium i przywrócił mu przedwojenną sławę. O tym, że wysiłki te zakończyły się sukcesem, świadczy chociażby zaszczytny królewski tytuł nadany firmie w 1980 roku przez holenderską królową Julianę. Po śmierci Josepha zarządzanie marką przejęli jego synowie Joop i Edward. W 1999 roku rozpoczęli oni prace nad ulepszeniem słynnego szlifu. Wkrótce potem – w setną rocznicę jego opatentowania – zaprezentowali nową jego odsłonę znaną pod nazwą „Royal Asscher Cut”. Ma on dodatkową przerwę w pawilonie diamentu oraz 74 fasetki zamiast pierwotnych 58. Dzięki temu znacznie lepiej odbija światło i wydobywa piękno tych kamieni.

Godny następca szlifu Asscher

Dziś znalezienie diamentu w szlifie Asscher jest dość trudne. Klejnoty te znajdują się bowiem głównie wśród rodzinnych pamiątek lub w zbiorach największych kolekcjonerów. Czasem pojawiają się w sprzedaży w słynnych domach aukcyjnych i zwykle są kupowane za zawrotne sumy. Z kolei szlif Royal Asscher nadal jest używany. Podobnie, jak swój pierwowzór, również został on opatentowany, dlatego może być wykorzystywany wyłącznie przez markę rodziny Asscherów. Jest również zarejestrowanym znakiem towarowym, a firma ma wyłączne prawa do jego nazwy. Aby zapewnić autentyczność diamentom Royal Asscher, każdy z nich oznacza się logiem marki oraz unikatowym numerem identyfikacyjnym. Jest on rejestrowany w The Royal Asscher Diamond Company, a do klejnotu dołączany jest certyfikat autentyczności.

asscher cut diamond ring

Marka Josepha Asschera dziś

Szacuje się, że obecnie mniej niż 75 szlifierzy na całym świecie posiada kwalifikacje umożliwiające odtworzenie szlifu Royal Asscher. Pracują oni głównie w siedzibie firmy The Royal Asscher Diamond Company, która znajduje się w Amsterdamie, czyli tam, gdzie miała ona swój początek. Dwie kolejne otworzono w Nowym Jorku oraz w Tokio, a w 2011 roku marka rozpoczęła swoją ekspansję na rynku chińskim. Można więc powiedzieć, że diamentowa legenda stworzona przez Josepha Asschera trwa do dziś.

Źródło zdjęć: Wikipedia

Continue Reading
  • Email
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
  • Google+
  • Edukacja
  • Najsłynniejsi jubilerzy i złotnicy

René Jules Lalique – cykl: najsłynniejsi jubilerzy wszech czasów

8 listopada, 2017
Paweł Jaworski
0 Comments

Był mistrzem secesji, wszechstronnie uzdolnionym artystą, ale także niezłym biznesmenem. Zaprojektowane przez niego wyroby szklane i biżuteria zajmują zaszczytne miejsca w wielu muzeach na całym świecie, a kolekcjonerzy płacą za nie bajońskie sumy. Dowiedzcie się więc, jak wyglądała droga do sławy francuskiego artysty René Julesa Lalique’a.

Wykształcenie przede wszystkim – gdzie pobierał nauki René Julesa Lalique?

Przyszły projektant biżuterii i produktów szklanych urodził się 6 kwietnia 1860 roku w niewielkiej miejscowości Ay w regionie Marne we Francji. Kiedy miał dwa lata, jego rodzice zadecydowali o przeprowadzce na przedmieścia Paryża. Tam chłopiec dorastał i zdobywał wykształcenie. W wieku 12 lat, w 1872 roku, wstąpił do Collège Turgot, gdzie uczył się różnych technik rysunku. Szybko dostrzeżono jego talent plastyczny, dlatego w latach 1874-1876 uczęszczał też na wieczorne zajęcia w paryskiej Szkole Sztuk Pięknych. Następnie spędził dwa lata w londyńskiej Crystal Palace School of Art Sydenham.

Rene-Jules-Lalique

Złotnicza praktyka

W tym samym czasie, dwa lata po śmierci ojca, postanowił również wykorzystać swoje zdolności i rozpocząć zdobywanie doświadczenia zawodowego. Podjął pracę jako praktykant w paryskiej pracowni złotniczej wybitnego i cenionego wówczas jubilera Louisa Aucoca. Tam zdobył wiedzę, która pomogła mu w przyszłości rozwinąć własny biznes. Bardzo chętnie uczył się sztuki handlu, ale jednocześnie utwierdził się też w przekonaniu, że jubilerstwo jest tym, co chce robić i z czym zwiąże swoje życie zawodowe.

Praca dla najlepszych

Wyjazd do Wielkiej Brytanii i praktyka zdobyta u Louisa Aucoca w połączeniu z talentem Lalique’a musiały doprowadzić do sukcesu. Po powrocie do Francji młody jubiler rozpoczął pracę jako niezależny artysta. Podpisywał umowy z takimi jubilerskimi sławami, jak marki Cartier czy Boucheron, aby projektować im biżuterię. Projekty Lalique’a świetnie się sprzedawały, ale nie były sygnowane jego nazwiskiem, dlatego po kilku latach pracy freelancerskiej jubiler postanowił stworzyć własną firmę. Udało się to w 1885 roku, w którym na paryskim rynku pojawiły się pierwsze klejnoty i ozdoby szklane podpisane nazwiskiem Lalique’a.

Mistrz art nouveau

Decyzja o stworzeniu własnej marki okazała się strzałem w dziesiątkę. Już pięć lat po starcie tego biznesu – w 1890 roku – René Jules Lalique został uznany za jednego z najlepszych francuskich projektantów biżuterii w stylu art nouveau (secesyjnym). W tym samym roku otworzył własny salon jubilerski w modnej paryskiej dzielnicy zlokalizowanej w pobliżu opery. Jego dzieła można było również kupić w sklepie Samuela Binga „Maison de l’Art Nouveau”. Dzięki temu Lalique szybko zdobył jubilerską sławę, a także rzesze klientów, którzy docenili jego talent oraz oryginalny styl. Uważano nawet, że nazwisko jubilera jest synonimem wyjątkowej kreatywności. W projektowanej biżuterii łączył metale szlachetne z oryginalnymi, nietypowymi kamieniami pochodzenia naturalnego, a także ze szkłem, kością słoniową, perłami czy też kolorową emalią. Dzięki temu w 1900 roku uczestnicy paryskiej wystawy Exposition Universelle uznali jego dzieła za najlepsze przykłady ówczesnego wzornictwa.

Wszechstronnie uzdolniony – René Julesa Lalique nie był tylko jubilerem

Oprócz biżuterii Lalique projektował również tkaniny oraz wzory tapet. Jego drugą największą pasją było jednak tworzenie wyrobów wykonanych ze szkła artystycznego. Niektórzy uważają nawet, że przyniosły mu one większą sławę niż jubilerstwo. Szczególnie lata 20. XX wieku okazały się przełomowe – artysta został wtedy doceniony za projekty szklane w stylu art déco. W obu dziedzinach sztuki Francuz upodobał sobie jednak podobne motywy przewodnie. Były nimi nawiązania do natury – kwiaty, liście i inne rośliny. Stały się one nawet cechą charakterystyczną twórczości Lalique’a. Z czasem zaczął on łączyć też obie pasje – w ten sposób powstała unikatowa wówczas biżuteria (np. broszki czy wisiorki) ozdobiona szkłem lub nawet w całości z niego wykonana.

Wizjoner i wynalazca

Lalique nie tylko projektował wyroby ze szkła. Nie ustawał też w staraniach, aby produkować je na skalę masową, tak by eleganckie szklane przedmioty codziennego użytku przestały być dobrem luksusowym i zagościły w domach przedstawicieli klasy średniej. Mówi się nawet, że to właśnie on „przyniósł szklankę do domu zwykłych ludzi”. Opracował bowiem takie techniki przemysłowe, które umożliwiły przyspieszenie produkcji oraz obniżenie jej kosztów. Dzięki temu ruszyła ona na dużą, nieznaną dotychczas skalę, a Lalique przyczynił się w ten sposób do rozwoju XX-wiecznej rewolucji przemysłowej.

Muzealne eksponaty

Biżuterię autorstwa Lalique’a chętnie nosiły współczesne gwiazdy, na przykład słynna francuska aktorka Sarah Bernhardt. Jego działalność artystyczna została również doceniona przez muzealników. Dzięki temu jego dzieła można podziwiać w wielu muzeach na całym świecie, między innymi w Muzeum Galusta Gulbenkiana w Lizbonie, Muzeum Lalique’a i Muzeum Sztuki Dekoracyjnej we Francji, Schmuckmuseum Pforzheim w Niemczech, Muzeum Wiktorii i Alberta w Londynie, Rijksmuseum w Amsterdamie czy też w Metropolitan Museum i Corning Museum w Nowym Jorku. Jeśli więc odwiedzicie którąś z tych instytucji, wypatrujcie eksponatów autorstwa słynnego Francuza.

W gronie najbardziej zasłużonych

René Jules Lalique został oficjalnie doceniony przez Francuzów. W 1897 roku uhonorowano go prestiżowym odznaczeniem – krzyżem Kawalera Legii Honorowej – za kolekcję ozdób wystawionych na Światowych Targach w Brukseli. Jest ono nadawane obywatelom Francji, którzy w szczególny sposób przyczynili się do rozsławienia oraz rozwoju kraju. W tym samym roku za zaprojektowane ozdobne grzebienie z kości słoniowej i rogu otrzymał również główną nagrodę podczas paryskiej wystawy biżuterii. W 1900 roku 50 milionów zwiedzających mogło natomiast podziwiać ozdoby autorstwa Lalique’a na paryskiej wystawie Exposition Universelle.

Artysta zmarł podczas II wojny światowej – 1 maja 1945 roku w Paryżu. Wtedy zarządzanie firmą przejął jego syn Marc. W 1977 roku również córka Marca Marie-Claude Lalique zajęła się projektowaniem ozdób ze szkła. Firma René Julesa istnieje więc do dziś, ale obecnie skupia się na wytwarzaniu drobnych przedmiotów wykonanych z kryształu.

Continue Reading
  • Email
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
  • Google+
  • DIAMOND STORIES
  • Edukacja

Kiedy najlepszy czas na zaręczyny?

12 października, 2017
Paweł Jaworski
0 Comments

Pomysłów na zaręczyny jest wiele – kolacja z okazji rocznicy rozpoczęcia związku, odwiedzenie symbolicznego miejsca ważnego dla zakochanych, wymarzone wakacje w tropikach, a dla tradycjonalistów również wizyta u rodziny podczas jednego ze świąt. Jest jednak taki czas w roku, kiedy najwięcej mężczyzn decyduje się na oświadczyny. Jaka data jest więc uznawana przez nich za najbardziej odpowiednią do zadania swojej ukochanej tego ważnego pytania? Podpowiadamy, że wbrew pozorom nie są to Walentynki.

Oświadczyny w święta Bożego narodzenia

Czas płomiennych deklaracji, czyli zaręczyny w grudniu

Według badania wykonanego na zlecenie brytyjskiej firmy ChilliSauce, w ciągu całego roku najpopularniejszym dniem zaręczyn jest Wigilia Bożego Narodzenia. I mimo że najwięcej ślubów odbywa się dopiero latem, to aż 31% ankietowanych właśnie od tego chłodnego grudniowego wieczoru zaczęło planowanie swojego wesela. Dopiero na drugim miejscu znalazło się obchodzone 14 lutego święto zakochanych (22% ankietowanych zaręczyło się lub chciałoby się zaręczyć właśnie wtedy). Jak pokazało badanie, grudzień jest jednak jeszcze bardziej gorącym okresem, jeśli chodzi o oświadczyny – na trzeciej pozycji pod względem popularności uplasowała się bowiem noc sylwestrowa (18%), a pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia również zdobył sporo uznania wśród ankietowanych.

Różna płeć – różne zdanie

Co ciekawe, inną opinię na temat najlepszego dnia do oświadczyn mieli biorący udział w badaniu mężczyźni, a innego zdania były kobiety. 24 grudnia zdobył uznanie aż jednej trzeciej panów. Można więc przypuszczać, że są oni bardziej przywiązani do tradycji, a czas spędzany z rodziną jest dla nich niezwykle ważny, dlatego chcieliby wykorzystać go do tak ważnej deklaracji. Większość pań zdecydowała natomiast, że wolałaby usłyszeć to ważne pytanie w Walentynki. Tę datę wybrało 23% ankietowanych płci żeńskiej, co pokazało, że kobiety są bardziej romantyczne i symboliczne święto zakochanych ma dla nich większe znaczenie. Jeśli więc planujecie oświadczyć się swojej wybrance, weźcie również pod uwagę tę opinię i zastanówcie się, czy ukochana nie podzieliłaby zdania pań biorących udział w badaniu.

Pierścionki zaręczynowe Michelson Diamonds

Internauci również wybrali grudzień miesiącem zaręczyn

Biorąc pod uwagę wyniki powyższej ankiety, można by przypuszczać, że media są zarządzane przez mężczyzn, ponieważ grudzień od lat jest uznawany za miesiąc zaręczyn. Do podobnych wniosków doszli użytkownicy Facebooka. Po zebraniu publikowanych w tym portalu społecznościowym zaręczynowych statusów od 2,6 miliona internautów z całego świata okazało się, że najwięcej z nich – bo aż 30% – zaręczyło się w listopadzie i grudniu. Najczęściej wymienianą datą była zaś właśnie Wigilia Bożego Narodzenia. Na kolejnych pozycjach znalazły się też 25 grudnia, sylwester oraz Walentynki. Jeśli więc wy również chcecie oświadczyć się swojej ukochanej pod koniec tego roku, najwyższa pora, aby znaleźć pierścionek zaręczynowy oraz zaplanować czas i okoliczności zaręczyn.

Continue Reading
  • Email
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
  • Google+
  • DIAMOND STORIES
  • Edukacja

Chytry dwa razy traci, czyli historia sprzedaży Lesedi La Rona

2 października, 2017
Paweł Jaworski
0 Comments

Nieco ponad rok temu opisywaliśmy wam diament o wdzięcznej nazwie Lesedi La Rona. Wydobyty w Botswanie kamyk ma rekordową masę 1109 karatów. Aukcja która odbyła się w czerwcu 2016 roku była poprzedzona potężną kampanią marketingową, w którą zaangażowały się wiodące światowe media. Niestety aukcja się nie powiodła i diament nie osiągnął ceny minimalnej 70mln $.

NEW YORK, NY - MAY 04: The 1109-carat rough Lesedi La Rona diamond, the biggest rough diamond discovered in more than a century, sits in a display case at Sotheby's on May 4, 2016 in New York City. The stone was found by Lucara Diamond Corp. last year at its Karowe mine in Botswana. The diamond, which is nearly the size of a tennis ball at 66.4 x 55 x 42mm and is believed to be about 2.5 billion to 3 billion years old, was named "Our Light" in the local Tswana language. Lesedi La Rona will be offered at auction in London on June 29 and be on display at Sotheby's New York. The diamond could sell for $70 million or more. (Photo by Spencer Platt/Getty Images)

O samym diamencie nie będę się dzisiaj rozpisywał. Ciekawych odsyłam do artykułu. Tylko krótkie zestwienie faktów i dat:

16 listopada 2015 – diament o msie 1111 karatów został wydobyty w kopalni Karowe w Botswanie należącej do Lucara Diamond Corporation

18 listopada 2015 – oficjalna informacja zostaje upubliczniona przez przedstawicieli spółki. Diament po czyszczeniu stracił dwa karaty i finalnie waży 1109 karatów

Od tego momentu rozpoczęła się intensywna kampania marketingowa. Diament okrzyknięto największym jaki został wydobyty w ostatnim stuleciu. Dodatkowo nieoszlifowany kryształ został przebadany przez zewnętrzne laboratorium gemmologiczne GIA, które potwierdziło jego wyjątkową barwę i czystość. Kolejne określenia – diament wielkości piłeczki tenisowej, drugi Cullinan, „nasze światło” rozpalały wyobraźnię i skupiały uwagę coraz to szerszej publiczności. Pamietam apogeum tej gorączki tuż przed aukcją, kiedy to Lupara poinformowała o fakcie ubezpieczenia diamentu na kwotę 100 mln $. Miało to stanowić potwierdzenie oczekiwanej ceny za diament.

29 czerwca 2016 roku w domu aukcyjnym Sotheby’s odbyła się aukcja Lesedi La Rona. Mimo wszelkich zabiegów speców od reklamy i Public Relation diament nie zmienił właściciela. Pisano, że diament zawiódł i inne podobne frazesy.

W zeszłym tygodniu media obiegła informacja o sukcesie Lupara Diamond Corporation. Lesedi La Rona został sprzedany. Nabywca, brytyjska firma Graff Diamonds zapłaciła za niego 53 mln $.

I teraz czas na krótkie podsumowanie – nie wiem jak dla Was, ale czy sprzedaż diamentu taniej o 8 mln $ to sukces??? Skąd ta kwota zapytacie – otóż na nieudanej aukcji w 2016 roku kupiec oferował 61 mln $ za diament. Wnioski pozostawiam Wam 🙂

Continue Reading
  • Email
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
  • Google+
  • DIAMOND STORIES
  • Edukacja

Najsłynniejsze diamenty świata – Mouawad Magic

23 września, 2017
Paweł Jaworski
0 Comments

W przeciwieństwie do innych słynnych diamentów, Mouawad Magic nie przechodził z rąk do rąk i nie znalazł się w centrum zaskakujących wydarzeń. Miał tylko jednego właściciela, który zachwycił się nim tak bardzo, że nadał mu tę magiczną nazwę i nigdy nie zdecydował się na jego sprzedaż. I nic dziwnego – jego cechy charakterystyczne rzeczywiście są godne uwagi i sprawiają, że klejnot ten jest unikatem na skalę światową. Dowiedzcie się więc, dlaczego Mouawad Magic jest tak wyjątkowy.

Dlaczego Mouawad Magic?

Nazwa tego kamienia została mu nadana w jeden z najpopularniejszych sposobów – pierwsza jej część wywodzi się od nazwiska jego najsłynniejszego właściciela, druga zaś podkreśla wyjątkowe cechy tego magicznego minerału. Robert Mouawad – bo właśnie o nim mowa – to słynny libański kolekcjoner kamieni szlachetnych zajmujący się również handlem biżuterią oraz cennymi klejnotami. Stoi także na czele międzynarodowego jubilerskiego imperium, Mouawad Jewelers, które istnieje na rynku już od ponad stu lat.

Wielbiciele Księgi Rekordów Guinnessa

Spółka Roberta Mouawada – Mouawad Jewelers – ma na koncie również pięć pobitych rekordów Guinnessa: stworzenie najdroższej na świecie szkatułki na biżuterię (Flower of Eternity Jewellery Coffer o wartości 3,5 miliona dolarów) czy też najcenniejszego naszyjnika (Mouawad L’Incomparable Diamond Necklace wart 55 milionów dolarów) ozdobionego największym diamentem o klasie czystości IF (407,48-karatowy Incomparable). Jubilerzy tej marki wykonali również najdroższą torebkę ozdobioną oczywiście brylantami – Mouawad 1001 Nights Diamond Purse kosztowała 3,8 miliona dolarów – oraz najbardziej luksusową bieliznę – Very Sexy Fantasy Bra za „jedyne” 11 milionów dolarów. Ostatnim rekordem był zakup najdroższego diamentu w szlifie gruszki – Mouawad Splendor o wartości 12,8 miliona dolarów.

Wyjątkowo cenne odkrycie

Diamentowy samorodek, z którego powstał Mouawad Magic, został wydobyty w kopalni Aredor w Gwinei na zachodzie Afryki. Miało to miejsce w 1991 roku, a kamień ważył wtedy 244,6 karata. Następnie trafił do kolebki jubilerstwa – Antwerpii w Belgii, gdzie jeszcze w tym samym roku cenne znalezisko zakupił Robert Mouawad. Miejsce pochodzenia klejnotu może zaskakiwać – Gwinea jest bowiem krajem, który wytwarza co roku tony brylantów, ale daleko mu do jego sąsiadów, na przykład Liberii czy Sierra Leone (nie wspominając już o takich potentatach, jak Republika Południowej Afryki). Gwinejskie klejnoty słyną jednak z wyjątkowo wysokiej jakości, a od 1984 roku ich produkcja wyraźnie wzrosła, dlatego w przyszłości kraj ten również może zyskać sławę jako producent najsłynniejszych kamieni.

baner-01

Obróbka jubilerska klejnotu

Robert Mouawad zakupił w Antwerpii nieoszlifowany samorodek. Następnie zlecił swojej firmie jego obróbkę – cięcie i szlifowanie. Prace te zostały poprzedzone szczegółową analizą minerału, tak aby maksymalnie wydobyć jego piękno i stracić przy tym jak najmniej masy cennego nabytku. Eksperci pracujący dla kolekcjonera zadecydowali w końcu, aby nadać kamieniowi szlif szmaragdowy. Uzyskali przy tym wyjątkową czystość diamentu, dzięki czemu jego wartość rynkowa wyraźnie wrosła.

Ważny element diamentowej kolekcji

Efekty pracy szlifierzy z pewnością usatysfakcjonowały nowego właściciela, ponieważ nazwał on klejnot „Mouawad Magic”, z czego druga część nazwy najprawdopodobniej miała podkreślić wyjątkowe cechy charakterystyczne diamentu. Robert Mouawad do dziś nie zdecydował się również na sprzedaż tego kamienia, można więc przypuszczać, że jest on jednym z najcenniejszych elementów jego spektakularnej diamentowej kolekcji. Z tego powodu nie wiadomo, jaką cenę osiągnąłby Mouawad Magic dziś, gdyby został wystawiony na aukcji.

Robert Mouawad
Robert Mouawad

Słynny kolekcjoner i wielbiciel diamentów

Nazwisko Roberta Mouawada jest dobrze znane wśród jubilerów i kolekcjonerów brylantów. Przedsiębiorca tak bardzo zaangażował się w rozwój diamentowego rynku, że podarował 6,8 miliona dolarów jednemu z najsłynniejszych laboratoriów gemmologicznych na świecie, Gemmological Institute of America (GIA), żeby wspierać jego rozwój oraz badania nad tymi cennymi minerałami. Aby okazać wdzięczność za tę cenną darowiznę, główny kampus nowej siedziby GIA został nazwany kampusem imienia Roberta Mouawada.

W towarzystwie diamentowych sław

Kolekcja diamentów znajdujących się w posiadaniu Mouawada również jest godna pozazdroszczenia. Mouawad Magic znalazł się bowiem w towarzystwie takich historycznych kamieni, jak słynny Indore Pears I i II (kolejno 46,95 karata i 46,7 ct), Ahmedabad (78,86 ct), Queen of Holland (135,92 ct), Excelsior (69,68 ct), President Vargas (44,17 ct) czy też Jubileusz (245,35 ct). Ponadto Mouawad jest również właścicielem kamieni Premier Rose (137,02 ct), Taylor-Burton (68,07 ct) oraz klejnotów mających jego nazwisko w swojej nazwie, np. Mouawad Splendor (101,84 ct), Mouawad Monolith (104,02 ct) i wiele innych. Mouawad Magic jest zaś czwartym co do wielkości diamentem w kolekcji Mouawada.

Charakterystyka diamentu

Ten klejnot w szlifie szmaragdowym ma 108,81 karata. Jego barwa została sklasyfikowana jako D, a czystość jako IF, czyli internally flawless (wewnętrznie bez skazy), co jest najwyższą klasą czystości wśród kamieni szlachetnych. Dokładne wymiary tego diamentu wynoszą 32,91 x 20,73 x 16,83 mm. Wszystkie te cechy charakterystyczne składają się na unikatowość oraz niezwykle dużą wartość Mouawad Magic. Jest on także trzecim największym klejnotem tego typu w szlifie szmaragdowym, a na liście największych diamentów o barwie typu D zajmuje najprawdopodobniej 21. miejsce.

Najczystszy z czystych klejnotów

Dzięki swojemu kolorowi Mouawad Magic jest zaliczany do niezwykle rzadkich kamieni typu II a. Stanowią one zaledwie 1-2% wszystkich diamentów pochodzenia naturalnego. Są też całkowicie bezbarwne oraz pozbawione wszelkich mechanicznych uszkodzeń czy też chemicznych zanieczyszczeń, które wpływałyby na kolor minerału. Zwykło się nawet mówić, że są to najczystsze z czystych brylantów. Nic więc dziwnego, że Robert Mouawad nigdy nie zdecydował się na sprzedaż tego cennego klejnotu.

Continue Reading
  • Email
  • Facebook
  • Twitter
  • Pinterest
  • Google+
1 2 3 4 5 6 … 12

Ostatnie wpisy

  • Tiffany Blue Book 2025: Sea of Wonder – luksusowa biżuteria inspirowana oceanem
  • Pierścionki Zaręczynowe, Które Zachwycają – Jak Je Tworzymy?
  • Trendy w pierścionkach zaręczynowych na 2024 rok oraz prognozy na 2025
  • Skąd się biorą największe diamenty na świecie
  • Or Bleu Kolekcja Boucheron

Archiwa

  • maj 2025
  • grudzień 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • wrzesień 2022
  • czerwiec 2022
  • październik 2021
  • listopad 2020
  • grudzień 2019
  • październik 2019
  • wrzesień 2019
  • sierpień 2019
  • maj 2019
  • marzec 2019
  • październik 2018
  • wrzesień 2018
  • sierpień 2018
  • czerwiec 2018
  • maj 2018
  • marzec 2018
  • luty 2018
  • styczeń 2018
  • grudzień 2017
  • listopad 2017
  • październik 2017
  • wrzesień 2017
  • lipiec 2017
  • czerwiec 2017
  • maj 2017
  • kwiecień 2017
  • luty 2017
  • styczeń 2017
  • grudzień 2016
  • listopad 2016
  • październik 2016
  • wrzesień 2016
  • sierpień 2016
  • lipiec 2016
  • czerwiec 2016
  • maj 2016
  • kwiecień 2016
  • marzec 2016
  • luty 2016
  • styczeń 2016
  • grudzień 2015
  • listopad 2015
  • październik 2015
  • wrzesień 2015
  • sierpień 2015
  • lipiec 2015

Kategorie

  • ciekawostki
  • Diamentowe historie
  • DIAMOND STORIES
  • Edukacja
  • Moda w biżuterii
  • Najsłynniejsi jubilerzy i złotnicy
  • Najsłynniejsi szlifierze diamentów
  • Najsłynniejsze diamenty świata
  • Najsłynniejsze kolekcje biżuterii
  • Nasza biżuteria
  • Tradycje zaręczynowe na Świecie
  • Uncategorized

Copyright Michelson Diamonds, 2015
Pierścionki zaręczynowe, obrączki ślubne.